niedziela, 5 lutego 2017

epilog

Minęły dwa lata. Dwa cudowne lata, pełne...samych dobrych wspomnień.
Rok temu opuściłam Stuttgart na rzecz Norymbergi. I Ivana, głównie niego. Tam skończyłam studia – co prawda raptem dwa tygodnie temu, ale skończyłam.
Ivan od początku sezonu trenował z pierwszą drużyną FCN. Grał też w meczach towarzyskich, w których pokazywał się z tej dobrej strony. Jednakże o oficjalnych rozgrywkach mógł sobie jedynie pomarzyć – Schwartz wolał wystawiać jedenastkę piłkarzy doświadczonych, bardzo rzadko dawał grywać młodym, a jeśli już dawał, nie był to mój Chorwat. No cóż...
Za ciężką pracę na treningach został jednak wynagrodzony – po jego usługi skusił się Hannover 96, który po meczach barażowych powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. Nowe miasto, nowi znajomi... Dla Ivana także nowe doświadczenia piłkarskie – na dobrą sprawę nadchodzące rozgrywki będą jego pierwszymi profesjonalnymi. Der Club nigdy nie podpisał z nim umowy, w papierach figurował jako gracz drugiego zespołu.
Jednakże nadal nie było oficjalnego transferu – mimo tego, iż powoli przenosiliśmy wszystko do miasta leżącego w Dolnej Saksonii, to kwestia transferu nie była do końca rozwiązana. Oczywiście umowy wstępne były już podpisane, aczkolwiek nikt z pismaków tego jeszcze nie wiedział. Także nie wywęszył – jednak są plusy bycia zawodnikiem niższej ligi.

*


Jechaliśmy do Monachium – państwo Badstuber w gronie rodzinnym świętuje swoją drugą rocznicę małżeństwa. Dziś wszyscy dowiedzą się też o transferze Ivana, a mój brat ma nam coś niezmiernie ważnego do przekazania. Czyżby w końcu się udało i zostanę ciocią?
Poprawiłam sukienkę, prostując nogi. Jazda nie byłaby zła, gdyby nie to, że siedziałam prawie dwie godziny w bezruchu. Chwilę potem obok mnie stał już Kneza, obejmując mnie jednym z ramion w talii.
- Jaka jest taktyka? Najpierw go upijamy, czy mam wyjechać z tekstem, jak do oświadczyn? - spytał jak najbardziej poważnie, a ja parsknęłam srogim śmiechem. - To są sprawy życia i śmierci! Przecież wiesz, że nie odzywał się do mnie prawie pół roku, jak mu powiedziałem, że zamieszkamy razem.
- Ale nie oświadczasz mi się, tylko zmieniasz klub... Prawda? - uśmiechał się tajemniczo. Kneza, kurde no!
- Pani dziennikarko, nie czytasz działu sportowego w gazetach? - nie odwracaj kota ogonem! - Wszystkie dzienniki w Niemczech piszą, że Holger przejdzie do Hannoveru. Jeśli nie wrócę z jakiegoś treningu, to będziesz wiedziała dlaczego.
Patrzyłam się na niego przerażona z kilka minut. To prawda, czy po prostu robi ze mnie idiotkę? Bo jeśli to się dzieje naprawdę... To dopiero będzie.
- I to niby kryje się pod „coś ważnego do przekazania”? - niespiesznie mi potwierdził. - Oboje jesteście chorzy, wiecie?
- Nie bez powodu jesteśmy szwagrami - uderzyłam się wolną ręką w czoło, a ten parsknął śmiechem. - A teraz chodźmy, pewnie standardowo czekają na nas.

Po nas wpadli jeszcze Ana z Bastianem, a także Carina i Mario, najbliżsi przyjaciele Holgera. Przez większą część imprezy siedziałam jak na szpilkach, a Ivan wewnętrznie się ze mnie śmiał. Jak jemu nie przeszło to podejście? Dlaczego im obu to nie przeszło? Byłabym szczęśliwa, jakby Holgerowi przeszło bardziej, gdyby przyjął do siebie to, że mam już prawie dwadzieścia trzy lata, a od pięciu żyję samodzielnie. Niby wszystko się zmienia, a on jednak nie...
- Niby świętujemy tu Waszą drugą rocznicę ślubu - zaczął Ivan, podnosząc się z fotela. O nie, to już się zaczęło?! Przecież oni nie mają prawie nic wypite... - Aczkolwiek są też sprawy, których aż ciężko jest uchować w tajemnicy.
- Oh tak, dokładnie! - poparła go moja bratowa, także podnosząc się z miejsca. Na chwilę zniknęła nam z oczu, po czym wróciła, w dłoniach trzymając niewielkie pudełeczko. Ivan uśmiechnął się do niej porozumiewawczo, a ja zerknęłam zdziwiona na brata, któremu szczęka niemal nie zleciała na podłogę.
- Kultura mi nakazuje, abym głos przekazał Twojej żonie - zwrócił się do Holgera - aczkolwiek dobre wiadomości wolę zostawić na koniec...kolego z drużyny, oraz prywatnie przyszły szwagrze.
Obserwowałam na zmianę dwóch najważniejszych mężczyzn mojego życia – jeden z nich był w szoku życia, a drugi...klękał, przez co z wyrazu twarzy przypominałam Holgera. Kiedy wyciągnął czerwone pudełko..odjęło mi mowę. 
- Powiedziałbym całą regułkę, ale nie wiem, kiedy Twój brat się ocknie - zaśmiał się zdawkowo. - Dominiko, spełnisz moje słowa z początku naszej znajomości i zostaniesz moją panią Knežević? 
Zamrugałam gwałtownie, zastanawiając się, czy to nie jest sen. Nie, to się dzieje naprawdę – nadal klęczy, nadal ma to pudełko... Nadal chce. 
Rzuciłam się na jego szyję, czując, że płaczę jak głupia, zakochana i najszczęśliwsza idiotka na tym świecie. Na oślep całowałam jego szyję, a Kneza założył mi pierścionek, na który nawet nie spojrzałam. 
- A ta dobra wiadomość? - jęknął mój brat, a całe towarzystwo wybuchło śmiechem, jednocześnie też klaszcząc. 
- Będziesz tatusiem - oznajmiła Natascha, a chłopaki do aplauzu dołączyli gwizdy.




też nie wierzę, że nastał ten dzień. ale dobrze się to kończy, co nie? 
spełniłam tu swoje marzenie  Holger i Ivan w jednej drużynie, Ivan gra w pierwszoligowej drużynie (co teraz się w FCN dzieje to ja pytań nie mam, eh), Holger tatusiem...:D szkoda, że to fikcja literacka XD ale może bym zeszła, gdyby to wszystko na raz miało się wydarzyć? :D
dziękuję każdej z Was za obecność, za „męczenie” się z panną Dominiką (ładne imię, co nie?), Ivanem, Holgim i tak z lekka Mitchem XD aż tak źle nie było, prawda? ;) 
może jeszcze dziś pojawi się coś na MWDWH. lubię tam wpadać i tak z niczego wyjechać z rozdziałem :v
kocham Was!! 💜🌸

środa, 1 lutego 2017

siebenundzwanzig - ostatni

W końcu nadszedł dzień powrotu mojego brata z urlopu, wszystko zaczęło wracać do rzeczywistej rzeczywistości. Mitchell bardzo mocno wziął sobie słowa Ivana do serca, bowiem od tej „rozmowy” na korytarzu nie mamy żadnego, absolutnie żadnego, kontaktu. To w sumie dobrze, co nie? Przynajmniej spokojnie spędziłam ten czas, jaki mi tu pozostał.
Przez te dni tyle się działo... Między innymi zawitałam na boiska ligi regionalnej, w której grywa ten mały zazdrośnik. Niestety nie zabawiłam się w te typowe WaG, które na mecz swoich ukochanych przychodzą w ich trykotach – gdybym przywdziała meczową koszulkę Ivana, to w tej części Monachium, gdzie żyje i gra mój brat, zostałabym zniszczona. 
Przygotowywałam właśnie obiad, pewnie po dwóch tygodniach życia na tamtejszej kuchnie brakuje im typowo bawarskich przysmaków. Ivan po nich pojechał, a ja bawiłam się w kucharza i kończyłam przygotowywać pieczeń wieprzową z knedlem. Co z tego, że to takie nietypowe dla piłkarza  jestem przekonana, że żaden z moich graczy nie odmówi. 
Kończyłam przygotowywać stół, kiedy usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Pognałam do kuchni, aby jeszcze się z nimi nie widzieć. Oparłam się o szafkę, do rąk biorąc wysoką szklankę z sokiem z lodem. Odetchnęłam głębiej, zdejmując fartuszek  o tak, chciałam się zabawić w panią od gotowania. 
- Pasował Ci - mruknął ze śmiechem Kneza, zbliżając się do mnie. Jego dłonie zacisnęły się wkoło moich. - Ah, jeszcze jedno: od rozbierania masz mnie - dodał, przejmując ode mnie sznurek, jaki miałam obwiązany w pasie, aby fartuszek ze mnie nie zleciał. 
Wywróciłam oczami, swoimi wargami muskając jego. Tyle czasu całuję te usta i nadal się nie przyzwyczaiłam do tego, że są moje. I jak cudownie smakują. 
- Twój brat myślał, że zamiast mnie spotka Mitcha - zaśmiał się, a ja zesztywniałam. - Szkoda, że nie mogłem zrobić mu zdjęcia, jak tylko mnie zobaczył... Ta mina zasługuje na nagrodę „Najbardziej memicznej twarzy roku”.
- Ivan... - ale że on tak lekko i bez niczego mówi o tym, że mój brat go nie dzierży? Nie ucieka jeszcze w popłochu?
- Coś się stało, słońce?
- I Ty nadal tu jesteś? - wykrztusiłam z siebie.
- A czemu miałoby mnie nie być? - spytał podejrzliwie.
- Holger...
- Ty się jeszcze nim przejmujesz? To Ciebie kocham, nie jego. To z Tobą jestem, nie z nim. On ma Nataschę, jest szczęśliwy. Ty masz mnie i jesteś szczęśliwa, prawda?
- Chyba nie da się być bardziej szczęśliwym ode mnie teraz...
- No właśnie - wtrącił, gładząc mnie po policzku.
- Ale każdy poprzedni...
- Nie jestem nimi. Najwyraźniej okazali się zbyt wielkimi pizdami - musnął moją szyję, mocniej mnie przytulając.

Siedzieliśmy w czwórkę przy stole. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało na bardzo rodzinny obiad: Natascha opowiadała, jak to było na wyspie, ale... Będę szczera. Nie słuchałam tego. Obserwowałam mojego brata, który nachylał się nad talerzem i udawał, że je. Tak naprawdę to mierzył siedzącego tuż obok mnie Chorwata, który sprawiał wrażenie, jakby nic go nie obchodziło. W sumie tak było  miał jedzenie, nic innego się dla niego w tej chwili nie liczyło.Ale... Ivan zaskoczył mnie tymi słowami. Czuje do mnie coś tak mocnego, że nawet mój brat nie stanie mu naprzeciw? To takie...niepodobne. Moje szczęście zazwyczaj było sprawą ulotną, trwało do kilkunastu dni, a teraz? Jest to kilkanaście...tygodni. Nawet nie wiem, kiedy i jak to zleciało... 
- Jestem w ciąży! - krzyknęła pani Badstuber, a jej mąż niemal się nie zakrztusił jedzonym przez siebie kawałkiem mięsa. Oderwałam wzrok od Holgera, a Ivan od talerza, przenosząc go na Nat. - Chociaż to usłyszeliście - mruknęła obrażona. 
- Nie jesteś w ciąży, prawda? - powiedział mój brat z nutką nadziei w głosie. Mój brat w roli tatusia? Chociaż może wtedy dałby mi spokój? Do tej pory w jego mniemaniu to ja byłam dzieckiem, które wymagało opieki. Może po pojawieniu się jego własnego potomka tenże stan rzeczy uległby zmianie?
- Te korki dla naszego synka jeszcze trochę muszą poleżeć w szafie - poklepała jego dłoń, uśmiechając się blado. Czyżbym o czymś nie wiedziała? 
- Ale wracając: moglibyście chociaż udawać, że mnie słuchacie, a nie. Ty - powiedziała do męża - na Ivana patrzysz się tak, jakby zabił przynajmniej połowę populacji. A Donia patrzy się na Ciebie, zastanawiając się, czy nie masz jednak pozwolenia na broń. 
- Nieprawda! - zaprotestowaliśmy, a Niemka nas zignorowała. 
- Jedyny Ivan, który udaje, że mnie słucha i nie patrzy na nikogo wzrokiem pełnym niechęci. Byście brali z niego przykład, a nie - Kneza uśmiechnął się dumnie, po chwili znów wracając do jedzenia. - Zachowujecie się jak dzieci, wiecie?
Bratowa miała rację. Najświętszą rację. Ale co mam zrobić, skoro wiem, do czego mój brat jest zdolny? 
Z jednej strony chciałabym być taka jak Ivan w tej kwestii – ma to wszystko gdzieś i robi to, co dla niego jest słuszne i to, na czym mu zależy. Jest ze mną i przy mnie, pomimo wszystko. Czyżbym jednak znalazła tego jedynego?
Zerknęłam na niego. Przeżuwał kolejny kawałek posiłku, a jego oczy wpatrywały się we mnie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, jego twarz przyozdobił szeroki uśmiech. Zaśmiałam się cicho, widząc go w takim stanie. Był sobą. Tym sobą, którego tak potwornie kocham.
Przetarł buzię i nachylił się, składając na moich ustach szybkiego buziaka.
- Ja tu jem - jęknął mój brat, a ja się zaśmiałam. Ivan zaś wzniósł oczy ku niebu.
- Jak jesz, to jedz - odparła jego żona, a mój chłopak pokazał jej kciuka w górę.


jak kończyć, to z przytupem!😏😏
losy panienki Badstuber i panicza Knezevica dobiegły już w sumie końca, pozostał nam epilog, w którym...też się będzie działo :D

środa, 25 stycznia 2017

sechsundzwanzig

Lubiłam dni takie, jak te  na zewnątrz chłodno i pada deszcz, człowiekowi odechciewa się dosłownie wszystkiego. Nie musiałam nigdzie wychodzić, mogłam bez niczego leniuchować. Oczywiście wiadomo z kim.
Leżakowaliśmy na kanapie, na dobrą sprawę nie wiem nawet od kiedy. Cóż, mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą, prawda? W telewizji coś leciało, na dobrą sprawę nie wiem co. Byłam bardziej zajęta czymś, w sumie to kimś, innym, niż telewizorem.
- Nie powinieneś być przypadkiem ponad dwieście kilometrów stąd i na treningu? - spytałam, unosząc się na dłoniach, aby mieć widok na leżącego pode mną chłopaka. Spojrzał się na mnie pobłażliwie, znacząco poprawiając uścisk swoich ramion wkoło mojej talii.
- Trening mam niezły i to tu - mruknął, poruszając brwiami, a ja wywróciłam oczami, czując przyjemne drgania w dolnych partiach brzucha. Jak on to robi, że czaruje nawet słowami? - Dajesz mi taki wycisk, jakiego nie mamy nawet z Rogerem. 
- Ciekawe, kto mnie podżega do takiego wycisku... - wybuchł tak gromkim śmiechem, że niemal nie zleciałam z nim z tej kanapy. 
- Kto Ciebie? Chyba bardziej kto mnie... - tym razem to ja nie wytrzymałem. Jednakże nasze śmieszkowanie zostało brutalnie przerwane przez dzwonek do drzwi.
- To pewnie jedzenie, już wstanę - przekręciłam się na bok, aby mógł wstać, po czym ruszył do korytarza. Zastanawiałam się, kiedy mógł cokolwiek zamówić, skoro nie miał większych możliwości aby użyć rąk, czy nie słyszałam, żeby mówił cokolwiek, co nie było do mnie. Dziwne.
Nie minęła jednak minuta, a już wrócił. Na dobrą sprawę nie zdążyłam nawet się podnieść do pozycji siedzącej... Spojrzałam na niego zaskoczona, dziwiąc się, że wrócił tak szybko. W dłoniach trzymał...butelkę wina. Wręcz niepokojące.
- To nie gościu od żarcia, ale mamy co pić - spiorunowałam go wzrokiem, wstając z kanapy. Ruszyłam w stronę korytarza.
Coś mi nie pasowało. I to nieziemsko nie pasowało. Mówił już za bardzo nerwowo... A to wino? Przecież najbliższy sklep jest kilkaset metrów stąd. 
- Nie idź, proszę - jęknął, jednak go zignorowałam. Zatrzymałam się przed drzwiami, a kiedy pociągałam klamkę, to złapał mnie w talii, jakby chciał mnie od nich odsunąć. Przyciągnęłam drzwi do siebie, a przed nimi stał Mitch... Dobrze czułam, że coś się nie zgadza.
- A Ty tu czego - nadal trzymało mnie zdziwienie, a stojący za mną Chorwat ciężko westchnął. Weiser nic nie mówił  patrzył się to na mnie, to na Ivana z rozdziawioną buzią. On też się tego nie spodziewał.
- Myślał, że jesteś sama i dlatego wpadł z winkiem, aby Cię rozpić i zabrać to, co moje - wyjaśnił Kneza, a ja rozwarłam oczy jeszcze szerzej. Że co?!
- Chyba sobie śnisz, kolego - zaczął gorączkowo bronić się przybyły. - Chciałem po prostu dotrzymać towarzystwa, póki jestem w Monachium... 
- Po pierwsze, nie jesteśmy nawet znajomymi, o tym możesz sobie najwyżej pomarzyć - wtrącił, a ja czułam, że się rozkręci. - Po drugie, nie musisz się tak martwić, na brak towarzystwa nie narzeka. Ale dziękujemy za wino, dobry wybór - chciał zamknąć drzwi, jednak noga Niemca go powstrzymała. 
- Ivan! - skarciłam go, odciągając jego ręce od swojej talii. Czy on w ten sposób okazuje zazdrość?! 
- Nie pozwolę mu się zbliżyć do Ciebie! - burknął, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Zachowywał się jak dziecko! 
- Przestań być taki zazdrosny, do jasnej anieli! - ignorowałam obecność Weisera i to, że może nas ktokolwiek inny jeszcze słyszeć. Czy on aby przypadkiem nie przesadza? 
- Ja zazdrosny? - Mitch donośnie prychnął. - Nika, skarbie. Nie mam powodów, aby być zazdrosny. Po prostu nie trawię ludzi, którzy próbują się wpieprzyć w coś, co ma się świetnie - pogładził mnie po policzku, aby potem musnąć moje usta swoimi. - A on jest świetnym tego przykładem. 
- Mów za siebie - rzucił Niemiec. 
- Wiesz co? Nie chce mi się prowadzić z Tobą tejże interesującej konwersacji, więc radzę Ci znikać. I to jak najszybciej. 
Opuścił podwórko nawet się nie żegnając. Stałam w tym samym miejscu, patrząc się jak jego auto znika mi z widoku. Nie wiedziałam, co myśleć, a co dopiero, co powiedzieć. Przecież to był czysty przejaw zazdrości. Czuć to było w całej Bawarii, jak nie w Niemczech. A ten ma czelność jeszcze się spierać!
- Mógłby się w końcu odczepić, irytuje mnie od chwili, kiedy tylko go zobaczyłem przed kościołem - mruknął jakby do siebie. Nie opowiadałam mu przecież o Mitchu, więc... Została mi Mia. Albo Natascha. Albo obie... Świetnie, pewnie wie więcej jak jestem w stanie sobie wyobrazić... 
- Dałeś niezły pokaz zazdrości - nawet się na niego nie patrzyłam. Ja wszystko rozumiem, ale rozdział z Mitchem jest dawno zamknięty, poza tym mam go, więc po cholerę miałabym znów się zbliżać do Weisera? Na marginesie chyba muszę kogoś uśmiercić. 
- Nie jestem zazdrosny - zaczął się śmiać, ale kiedy spojrzałam na niego, momentalnie zaprzestał. - Po prostu wiem, że przyniesie nam więcej szkody, jak pożytku. 
- Zrobił Ci coś złego, że tak go nie dzierżysz? 
Milczał dłuższą chwilę, przyciągając mnie do siebie. Próbowałam się opierać, przecież miałam być na niego zła! Ale to spojrzenie..  Sprawiło, że zmiękłam. 
- Był przede mną - szepnął ledwo słyszalnie, przyciskając swoje wargi do mojego czoła. Po tych słowach wymiękłam do końca. Po tych słowach cała złość, zdenerwowanie i namiastki zażenowania zniknęły.


ten gif to życie, aw🌸🌸
moja dusza romantyka włącza ostatnio swój dziesiąty bieg i robi nawet z najgorszej szui człowieka o wielkim sercu, eh :| 

środa, 18 stycznia 2017

fünfundzwanzig

Mercedes Ivana rzucił mi się w oczy już w chwili, kiedy wjeżdżałam na dzielnicę, gdzie mieszka mój brat. Może dlatego, że dookoła były same Audi? Może dlatego, że bardzo chciałam tej wizyty? No ale mniejsza. Na mojej twarzy odruchowo pojawił się uśmiech, a żołądek wywinął fikołka. 
Przy pomocy pilota otworzyłam bramę, po czym wjechałam na podwórko. Jego samochód ruszył zaraz za mną. Nie zdążyłam nawet wysiąść z auta, a ten już otwierał drzwi od strony kierowcy. Gdyby nie pasy, to bez niczego by mnie z niego wyciągnął.
- Mamy czas, naprawdę dużo czasu - trochę próbowałam przystopować jego samcze zapędy, ale... ale jest to rzecz, która nie jest wykonalna. Oj nie z nim.
- Chcę dobrze wykorzystać ten czas - wymruczał, przyciągając mnie do siebie.
- Umarłbyś, gdybym miała teraz okres, wiesz? - wywrócił oczami...biorąc mnie na ręce. - Jesteś głupi.
- Przerabialiśmy to, skarbie - cmoknął mnie w szyję, ruszając do przodu.
Kłamie. Łże jak pies. Powiedział, że miłość do mnie odbiera mu myślenie. Podły kłamca! Od samego początku wiedziałam, że jest idiotą jakich mało. Ale kocham tego idiotę i nie wyobrażam sobie najbliższej przyszłości bez niego. Bo do myślenia o całym życiu mamy jeszcze czas. Naprawdę dużo czasu...
- O nie, mój drogi. Ty masz swoją wersję i ja mam swoją wersję.
- Wersję, która schodzi do jednego - mówiąc to nadal trzymał wargi w poprzednim miejscu, po czym...mnie ugryzł.
- Wyglądam gorzej jak po ataku kanibala - jęknęłam, lekko ciągnąc go za włosy.
- Zawsze mogę jeszcze bardziej Cię załatwić - postawił mnie na ziemi, abym mogła otworzyć drzwi, po czym znów wziął w swoje ramiona. Romantyk się znalazł. - To gdzie mam się skierować?
- Kuchnia - oczy mu rozbłysły, jak tylko to powiedziałam. Zrobił to, bo: 1) lodówka, 2) zrobię mu jedzenie, 3) ja, 4) dostanie zestaw 2w1. - Jestem głodna, a Natascha myśli, że nie umiem gotować i zrobiła mi jedzenia na dwa tygodnie.
- A ja? - iskierki momentalnie zgasły. Chyba wygrała pierwsza opcja, w ostateczności druga
- Ciebie w tym nie uwzględniała - starałam się brzmieć poważnie, chociaż w środku lałam ze śmiechu. On żyje dla jedzenia, nie dla mnie...
- Człowiek tłucze się specjalnie ponad dwieście kilometrów... Nie dość, że nie chce mu dać, to jeszcze mówi, że nie ma dla niego żarcia... - westchnął teatralnie. Jego gra aktorska praktycznie nie istnieje.
- Więc chcesz mi przekazać, że Twoimi priorytetami jest zaspokojenie swoich potrzeb?
- Mogę nie dożyć dzisiejszego wieczora, a jak umierać, to spełnionym!
Jak dobrze, że nadal trzymał mnie na rękach. Gdybym stała, to bym się chyba załamała jego tokiem myślenia. Naprawdę jeszcze wierzy w ten tekst, że oni nie wyjechali?
- Ha! Jednak jestem dobrym aktorem - wyszczerzył się jak głupi. Gdyby mógł, to spuchłby z dumy z siebie.
- Brak mi na Ciebie słów, wiesz? - zignorował mnie, zaczynając zupełnie inną gadkę.
- To które pomieszczenie? Chyba że pasuje Ci opcja ze stołem - poruszył zabawnie brwiami, a ja wzniosłam oczy w stronę sufitu. Jeszcze tego brakowało, żebym później musiała bulić za stół, który moglibyśmy, no na przykład, uszkodzić.
- Piętro, pierwsze drzwi po lewo - nic więcej nie było potrzebne. Momentalnie ruszył we wskazanym kierunku, a jego ruchy wyglądały tak, jakby nie miał problemu z przemieszczaniem się z dodatkowym balastem. W sumie jako sportowiec to nie powinno mnie to dziwić...
Po drodze złapałam jego biceps, lekko go ściskając.
- Mmm... - mruknęłam rozmarzona. Uwielbiałam, jak te mięśnie zaciskały się wkoło mojego ciała. Zaśmiał się, jedną z rąk otwierając drzwi, które z impetem odbiły się od ściany, a naszych uszu... Dobiegł czyjś głos wyrażający zaskoczenie. Spojrzeliśmy zaskoczeni między siebie, a później w miejsce źródła tego dźwięku... ...Momentalnie pożałowałam, ale na szczęście mój chłopak zebrał się szybciej i zasłonił mi oczy.
- A ten tu czego robi? - wyskoczył Weiser, który miał na sobie JEDYNIE... boże, to słowo nawet nie przejdzie mi to przez myśl.
- Ciebie nikt tu nie zapraszał - oznajmił Knežević całkiem spokojnie. To on jednak umie zachować pełną powagę? O boże, zaskakuje mnie coraz bardziej.
- A co, jak Nika sama mnie zaprosiła?
- Jeszcze tak na mózg mi nie siadło w przeciwieństwie do Ciebie - syknęłam.
- Mała, zluzuj trochę, bo Ci ciśnienie skoczy - Niemiec się zaśmiał.
- A Ty żebyś stąd zaraz nie wyskoczył jeszcze szybciej, jak się tu zjawiłeś. 
Chciało mi się śmiać z żałosności tej sytuacji. Mitchell sprzed czterech lat nawet by nie pomyślał o czymś takim. Co takiego złego się z nim stało? 
- Boże Święty! - krzyknęłam, gwałtownie się podnosząc. Na szczęście to sen! Aczkolwiek widok Mitcha w tych fikuśnych stringach będzie mnie prześladowań do końca życia.
Rozejrzałam się po pokoju, kiedy tylko usłyszałam czyjś jęk. Matko, zapomniałam, że nie jestem dziś sama.
- Na boga wyglądu jeszcze nie zmieniłem - mruknął rozespany Ivan, nawet nie otwierając oczu. - Ale miło, że myślisz o mnie w takich aspektach.
- Nie wiem, co jest gorszeTwoje ego, czy Mitchell w stringach z mojego snu - osunęłam się na poduszki, po czym zdzieliłam się w czoło. Czemu mężczyźni są takimi idiotami? I czemu ja TO powiedziałam na głos?
- Idź spać, a... CZEKAJ, CO - gwałtownie się podniósł. Wymacałam ręką lampkę, którą włączyłam. Wpatrywał się we mnie z szeroko rozwartymi oczami i buzią. Chyba Zaszokowały go moje słowa.
- No śniła mi się napalona wersja Ciebie, a jak wchodziliśmy do sypialni, to był tam Mitch... Widziałam go w tym śnie może ze dwie sekundy, ale ten widok...
- Twoja podświadomość jest chora, wiesz? - powiedział, kiedy tylko się zebrał do kupy.
- Nie bardziej, jak Ty - odpłaciłam mu pięknym za nadobne, podnosząc się, aby go pocałować. - Ale i tak mnie kochasz.
- Mam wybór? - zarechał, a ja pachnęłam go w tył głowy. 

życzę Wam takich snów XD szczególnie Majce, aby Mitch w tym przebraniu ją nawiedził XD
Manchmal wünsch' ich, du wärst hier - zapraszam na ff z Ivim, które ruszy już niedługo! :) 

środa, 11 stycznia 2017

vierundzwanzig

- Błagam, nie wyprawiaj żadnych dzikich imprez i nie spal domu - prosił brat, kiedy staliśmy na lotnisku, żegnając się przed wylotem państwa Badstuber na Malediwy.
- Myślę, że Donia ma tyle lat, że wie, jak obchodzić się z ogniem, i że jest coś takiego, jak kluby nocne - westchnęła Natascha, kiedy Holger mnie przyduszał. Znaczy się przytulał.
- A ja myślę, że nie - szturnęłam go w żebra, a ten głośno jęknął. Kobieta, przyglądająca się naszej dwójce, wybuchła śmiechem. 
- Idź i wypoczywaj, a nie myśl o tym, co się tu dzieje. Dom masz w możliwie najbezpieczniejszych rękach - wypuściłam go z objęć, po czym pocałowałam w oba policzki. Potem uczyniłam to samo jego żonie i, pożegnana przez nich machaniem, opuściłam lotnisko. Przemierzałam parking, w głowie prowadząc ze sobą inteligentną rozmowę. 
Co ja tu będę robić przez dwa tygodnie? Oczywiście prócz kursowania do Norymbergi i z powrotem oraz wyprowadzania Lexa na spacer po mieście, bo to są za oczywiste plany. 
Zakupy? Gdzie tam, nawet jeśli bym lubiła, to w Stuttgarcie jest niemal to samo. Poza tym w Monachium nie byłam od...od chwili, kiedy uciekłam do Stuttgartu. Pewnie dużo się zmieniło przez ten czas. 
Na dobrą sprawę przecież mogłam zostać w stolicy Bawarii, to miasto także gwarantowało mi studia dziennikarskie. I to niejedne... Aczkolwiek ograniczenia ze strony brata popchnęły mnie do decyzji, która po czasie zapoczątkowała jedną z najważniejszych relacji mojego życia.
Tak, myślę tu o Ivanie. Bo o kim innym? 
Gdybym nie wyprowadziła się do Stuttgartu, to nie zamieszkałabym z Mią, która wówczas poszukiwała współlokatorki do domu, który dali jej rodzice. Gdyby nie to ogłoszenie, to pewnie ciężko byłoby mi ją poznać. Nie znałabym też tego kretyna Jo, dzięki któremu... No... Który wraz ze swoją dziewczyną na moją drogę sprowadził Kneževića, tak najprościej mówiąc.
Ciekawe, bo by było, gdybym została w Monachium. Wróciłabym do Mitcha? Może znalazłby się inny idiota, który chciałby trwać u mego boku dłużej niż to normalne? Chyba że została ta opcja, że przemierzałabym to życie w pojedynkę... W Monachium moi znajomi ograniczali się do dziewczyn piłkarzy Bayernu, które były ode mnie starsze... Albo do młodzików z FCB, którzy tak czy siak byli pod uważną obserwacją mojego brata.
Któraś z tych opcji byłaby wówczas poprawna. Ale zostawmy to gdybanie, przecież to grzech rozmyślać o tym, co nigdy się nie wydarzy! Żyjmy tym, co dzieje się teraz, dniem 22 lipca 2015 roku, pięknym i słonecznym dniem, a nie tym, co mogło być trzycztery lata temu...
Wsiadłam do auta brata, które jest zdecydowanie większe od mojego Porsche i było w stanie pomieścić te wszystkie bagaże, jakie moja bratowa postanowiła ze sobą zabrać. Osobiście to dla mnie szaleństwo, no ale co kto lubi...
Potrząsnęłam głową, odrywając się od czegoś takiego, jak myślenie. Podobno miłość odbiera tę zdolność... Śmieszne. W cholerę bardzo. Chyba jestem wyjątkiem od tej reguły, bo ostatnio za dużo myślę.
O dosłownie wszystkim  zaczynając na głupich błahostkach, a kończąc na swojej przyszłości. Jedynym jej pewnym elementem na dobrą sprawę jest Ivan. On się ode mnie nie oklei, tak samo jak ja od niego. Szczerze? Nawet nie chcę, aby tego robił. Szaleję za nim, jak gówniara. Albo jak nastolatki za Bieberem.
Chociaż nie. Ja jestem gorsza od nich. Zdecydowanie. Już mu współczuję.
Zaśmiałam się sama do siebie, kiedy usłyszałam piknięcie, które oznaczało, że ktoś napisał. Chyba nie muszę mówić, kto był autorem wiadomości?
Ivi: Braciszek odstawiony?
Nie zdążyłam odpowiedzieć na pierwszą, a przyszła druga. A chwilę po drugiej trzecia. Wywróciłam oczami, śledząc wzrokiem po tekście.
Ivi: Bo czekam z niecierpliwością u Nono i nie wiem, czy się pokazywać w tamtej okolicy
Ivi: Może jestem tam poszukiwany listem gończym, a dla mojego mordercy Holger wyznaczył nagrodę?
Parsknęłam śmiechem na treść tej ostatniej. Faceci to jednak mają pomysły...
ja: A może Natascha i Holger nigdzie nie wyjeżdżają, mój braciszek wie, że Cię do siebie przygarnę i sam się z Tobą rozprawi?
Na odpowiedź czekałam raptem kilka sekund.
Ivi: ... Żartujesz sobie teraz ze mnie
Ivi: CO JA CI TAKIEGO ZROBIŁEM
Ivi: Zostaję u Nono.
ja: Ochronię Cię 😏
Ivi: Będziesz moim rycerzem? OMG😍
ja: Swojego nie umiem znaleźć, to zostanę czyimś... To jest plan
Ivi: ... Śmieszku 
ja: Twój śmieszek 💕
Kolejna wiadomość sprawiła, że chciałam się roztopić z ogarniającej mnie euforii. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego, jaki jest wobec mnie. 
Ivi: Tylko mój 🙊
ja: A mama? 
Ivi: Miała Cię przez dwadzieścia jeden lat, teraz pora na zmianę. 
Jednakże później cała aura romantyczności poszła w siną dał, kulturalnie mówiąc. Nie byłby sobą, gdyby nie pokazał swojej gorszej strony. 
Ivi: To mogę przyjeżdżać? Chcę otrzymać swój zaległy prezent urodzinowy 😏
Napalony... Boże, co ja mam z tym facetem? 
ja: Pięć minut temu jeszcze ubolewałeś nad tym, czy będziesz żył, a teraz co? 
Ivi: Na to zawsze jestem gotowy, kochanie, jeszcze się o tym nie przekonałaś? 
ja: Czasem jednak mógłbyś się wstrzymać z samczymi zapędami. Fajnie jest mieć normalnego chłopaka 
Ivi: Dotychczas nie narzekałaś 
ja: Nie narzekam, chwilami mnie przerażasz
Ivi: Takiego mnie kochasz 😘
ja: Mam inny wybór? 
Ivi: Oczywiście, że nie
Ivi: Będę niedługo, nic beze mnie nie rób! 
Boże, widzisz i nie grzmisz... Odłożyłam telefon na fotel pasażera, po czym zabrałam się za opuszczanie lotniskowego parkingu.

powodzenia u Smerfów, Staruszku!💕 bądź zdrowy i pokaż wszystkim niedowiarkom, na co Cię stać! 🙏
rozdział taki trochę szybki, co nie? śmieszkowaty w sumie też...;p

środa, 4 stycznia 2017

dreiundzwanzig

- Idiota. No najnormalniej na świecie głupi idiota - mówiłam do siebie, chodząc po tarasie.
Mówiąc „idiota” miałam oczywiście na myśli Ivana. Co do Holgera i jego zachowania w stosunku do wszystkich moich chłopaków... Przyzwyczaiłam się, naprawdę. Każdy, absolutnie każdy samiec, jaki poznawał mojego brata, uciekał w popłochu. Kwestią czasu pozostał Ivan...
Westchnęłam ciężko, opierając łokcie o chłodną barierkę. Nie chciałam, żeby...żeby mnie zostawił. Żeby zostawił to, co budowaliśmy przez ostatnie tygodnie. To, jak się starał... Ale bałam się, że ten scenariusz może się zobrazować.
Był idiotą. Zazdrosnym idiotą. Ale, bądź co bądź, moim idiotą. Idiotą, którego... no którego kocham. Boże, nadal ciężko jest mi myśleć o swoich uczuciach.
- Jesteś kompletnym idiotą, Knežević - spuściłam głowę w dół, chowając ją między ramiona.
- Zakochany idiota lepiej brzmi - usłyszałam jego głos. Jeszcze tego brakowało, żeby mnie słyszał. Nie reagowałam, on też nic więcej nie mówił, tylko przyciągnął moje ciało do swojego. Cofnęłam ręce od metalowej rury i zacisnęłam je wkoło jego ciała. Mogłam tak na niego mówić, ale kiedy był obok... Eh, miłość ma na mnie zły wpływ.
W sumie aż dziwne, bo przecież nie prędzej jak godzinę temu „odgrażał” mi się, że poważnie porozmawiamy. To jest ta poważna rozmowa?
- Kompletny idiota to Weiser, który próbuje startować do Ciebie cały wieczór. Cóż, w niektórych przypadkach nie pomaga nawet alkohol - prychnął cicho, przyciskając mnie do siebie jeszcze bardziej.
Podniosłam głowę, wpatrując się w niego całkowicie zaskoczona. Że co on powiedział?
- Że co? - spytałam zaskoczona.
- No to, co słyszysz. Weiser cały czas łypał namiętnie w Twoją stronę... Nie zauważyłaś?
- Mój wzrok wisiał gdzie indziej - zaśmiał się, cmokając mnie w usta. Dobrze wiedział, gdzie się zatrzymał.
- Powinienem go wykastrować za to, że chociażby się na Ciebie patrzył, ale niech zna moją dobroć.
- Jakiż Ty łaskawy... - mruknęłam, a ten puścił mi oczko, delikatnie nami kołysząc w rytm muzyki, jaka dobywała się z środka.

Do Stuttgartu wróciliśmy w poniedziałek...razem. Pierw oczywiście zahaczyliśmy o Norymbergę, gdzie ten powiadomił trenera, że do środy go nie będzie, bo „ma pilny wyjazd” oraz się spakował na nadchodzące dwa dni. Tak, bardzo pilny... W środę wracam do Monachium, bo mój braciszek wyjeżdża na miesiąc miodowy na Malediwy. A przecież postawił mnie przed faktem dokonanym... W sumie to dobrze. Chyba. Będę bliżej Norymbergi...
Nie rozmawiałam z nim już więcej w trakcie imprezy. W niedzielę też. W poniedziałek tylko lakonicznie się pożegnaliśmy. Obraził się na mnie? Świetnie,jego sprawa.
- Tylko żebym nie słyszała żadnych jęków zza ściany! - pisnęła Mia, składając błagalnie ręce i kierując je w naszą stronę. Siedzieliśmy w salonie w czwórkę, jedząc wielką pizzę. Jo w tle się chichrał jak głupi, ale to dla niego żadna nowość.
- Jak nie będziesz podsłuchiwać, to nie będziesz słyszeć - wyszczerzył się, mocniej przyciskając mnie do siebie. - Poza tym trzeba to spalić - wskazał głową na karton, który był prawie pusty.
- O nie, to ja się wyprowadzam! A już na pewno do środy.
- Ja na Twoim miejscu współczułbym sąsiadom Holgera... - zaśmiał się Johannes, pociągając łyk coli ze szklanki.
- O tym nie pomyślałam! - złapała się za głowę, a my wybuchliśmy śmiechem. - Oni to będą mieli przekichane, a o wszystko będą obwiniać Nataschę i Holgera...
- Wiesz, my, w przeciwieństwie do Was, znamy takie pojęcie jak kultura... - powiedziałam najzupełniej poważnie, wpatrując się to w przyjaciółkę, to w jej chłopaka.
- Taaa, a ja jestem panią kanclerz - pokazałam jej język, po czym wtuliłam się w jego ramię. Wyłączyłam się z rozmowy, co wykorzystała moja przyjaciółka... Oślepiając nas lampą błyskową.
- Wiesz, mam dla Ciebie drobną radę. Jak masz w planach zbierać nasze zdjęcia, to naucz się nie włączać flesza - wybuchliśmy śmiechem, a Mia wydęła usta w podkówkę, nie odrywając wzroku od telefonu. Coś w nim wystukała, coś przybliżyła, po czym chytrze się uśmiechnęła.
- Już mnie zdradza - rzucił żartem muzyk, zaglądając swojej dziewczynie przez ramię. Wykorzystałam to, sięgając po swój telefon i robiąc im zdjęcie. Patrząc się z boku wyglądało to... Naprawdę uroczo. Ciekawe, jak my wyglądaliśmy w oczach innych...
- Jesteśmy od nich bardziej relationship goal - zaśmiał się mi wprost do ucha.
- W to nie wątpię - obróciłam trochę głowę, aby wargami musnąć jego szczękę. Miałam do niej ogromną słabość.
- Już się zmawiają na wieczór... Jo, dziś śpię u Ciebie! - jęknęła, odkładając telefon.
- U Jo? Myślałem, że rezerwowałaś sobie hotel.
Przeglądałam internet, kiedy Ivan konwersował sobie z Mią na temat tego, gdzie ta ma w planach spać dzisiejszej nocy. Przeglądając Instagrama natknęłam się na pewne zdjęcie... Uśmiechnęłam się, szturając go w kolano. Przerwał swoją wypowiedź w połowie zdania, spoglądając na mnie, a potem na telefon.
- Miałem rację, że jesteśmy lepszym goalem od Was! - po swojej wypowiedzi przycisnął wargi do mojej głowy, a ja zrobiłam zrzut ekranu. Wpatrywałam się w fotografię, czując coraz większy ból policzków.
- Jakbyś mnie ładnie poprosiła, to bym Ci wysłała to zdjęcie, a nie - po chwili w wiadomości na Messengerze widniało to zdjęcie w pełnym rozmiarze. Wyrwało mi się ciche „aww”, na które usłyszałam śmiech drugiej pary.
- Od zawstydzania jej to jestem tu ja! - żachnął się Chorwat, na co ci niemal nie pękli ze śmiechu. - Wychodzimy? Nim im przejdzie, to trochę tej kolacji spalimy - poruszył zabawnie brwiami, a ja się podniosłam się z kanapy, po chwili kierując się w stronę wyjścia.

dodałabym coś innego, no ale... wystarczy, że robię go na powalonego, nie musicie go widzieć w takim stanie XD
wiecie co? tak dziwnie mi się żyje z myślą, że to opowiadanie zbliża się do końca...:v

środa, 28 grudnia 2016

zweiundzwanzig

Ten hałas sprawił, że momentalnie przerwałam próbę Weisera i rozejrzałam się po sali, doszukując się jego źródła. Co dziwne, nie zauważyłam nic niepokojącego. No poza Holgerem, który ciągnął Ivana w stronę tarasu. Nie mogłam tego tak zostawić i musiałam pójść za nimi. Wszystko nagle zamilkło, a to naprawdę mnie niepokoiło...
W międzyczasie zauważyłam, że obok naszych miejsc leżało rozbite szkło... To zdecydowanie była sprawka Ivana... No bo ktoś jeszcze mógł tam być? Ale... Jakim cudem w ogóle to zrobił?!
Zatrzymali się dopiero w możliwie najodleglejszym kącie, gdzie nikt i nic nie mogło ich usłyszeć i zobaczyć. Prócz mnie. I gapiów, którym zechciało się przyjść.
- Co Ty do cholery wyprawiasz?! - warknął mój brat w stronę Ivana, który z nienawiścią wpatrywał się w coś za mną. No bo raczej nie we mnie, prawda? Dłonie zaciskał w pięści, a jego twarz wyglądała jak maska. Zerknęłam za siebie, musiał się w coś/kogoś wpatrywać... Momentalnie pożałowałam swojej decyzji.
- Co ja wyprawiam?! Co on wyprawia! - wskazał bezceremonialnie dłonią na Weisera, który wpatrywał się w niego z szyderczym uśmieszkiem, krzyżując dłonie na piersi.
- Nie widziałem, żeby robił cokolwiek złego, w przeciwieństwie do Ciebie - Pan Młody tym razem był w stanie zachować spokój i powstrzymać emocje. Nie widział niczego złego?! Zdecydowanie pan Bóg go opuścił.
- Żartujesz sobie, prawda? Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, ale Twoja siostra to MOJA dziewczyna, a nie tego wymoczka!
- Chyba o sobie mówisz, cieniasie! - wtrącił się wspomniany, chcąc przejść się do niego. Zacisnęłam dłonie na jego ramionach, kręcąc przecząco głową. Momentalnie zaprzestał, rozluźniając się. Mój dotyk miał jakieś właściwości kojące?
- ZAMKNIJ SIĘ, z Tobą nie rozmawiam - oh, jak dobrze, że wzrok nie mógł zabijać, bowiem Mitchell już dawno by leżał na podłodze. Martwy.
Halo! Czy nikt z gości nie był w stanie zainterweniować?!
- Proszę Cię, to niewinny buziak! - próbował trzymać się przy swoim.
- Czy jakbym podszedł do Twojej żony i na oczach wszystkich zgromadzonych teraz ją pocałował, to też byś uważał to za niewinnego buziaka?
- Bez takich mi tu! - syknęłam, odwracając się w stronę spierających. No teraz to chyba go pan Bóg opuścił!
- My porozmawiamy później - wychylił się zza pleców mojego brata. Jego ton był poważny jak nigdy. Oh, ta sytuacja zdecydowanie go podjudziła. I szczerze zaczynałam się bać.
- Mitch, wracaj do środka - zwróciłam się cicho w stronę Weisera, a ten mi zaprzeczył. - Nie interesuje mnie to, masz wracać do środka, a najlepiej to zniknąć mi z widoku.
Spierał się, ale ostatecznie zrezygnował i chwiejnie skierował się do sali, a ja podeszłam jeszcze bliżej dwójki „rozmawiających”.
- No więc jak? Mam pójść i sprawdzić, czy też potraktujesz to jak niewinnego buziaka?
- Bez takich mi tu - ton Badstubera z powrotem stał się zimny jak lód.
- To odpowiedz mi na to pytanie - oparł się o barierkę i patrzył się na niego, cierpliwie czekając na odpowiedź.
- Wy też. Do środka - wskazałam dłonią na drzwi tarasowe, z których dobywała się muzyka. Jednakże jak to samce, oni kobiety słuchać nie będą.
- Niech najpierw mi odpowie- nawet na mnie nie spojrzał. Mój brat w ogóle mnie zignorował. Stał, patrzył się gdzieś w horyzont i nawet nie kwapił się cokolwiek powiedzieć. No świetnie!
- Nie. Teraz - nic, zero reakcji. Okej, zobaczymy, kto będzie później chciał rozmawiać. Prychnęłam, odwracając się na pięcie.
Zajęłam swoje miejsce, a dwa krzesełka dalej siedziała moja bratowa. Szczerze to nawet z nią nie chciało mi się teraz rozmawiać. Najlepszym wyjściem byłaby ucieczka z tej sali. Jak najdalej od dosłownie wszystkich.
Rozejrzałam się po sali. Większość gości siedziała przy stole i zawzięcie ze sobą rozmawiała. Śmiali się, jedli... Po prostu dobrze się bawili. Nie to, co dwójka najważniejszych facetów mojego życia. Gdzie tam, lepiej skakać sobie do gardła.
- Miśka, gdzie Holger? A Ivan? - nim jej odpowiedziałam, w myślach spróbowałam policzyć do dziesięciu. Jeden, dwa... Nie no, nie mogę! Sięgnęłam po butelkę czerwonego wina i nalałam go sobie do odpowiedniego naczynia, po czym upiłam większy łyk. Kiedy udało mi się dotrzeć do dziesiątki, to zdecydowałam się do niej odezwać.
- Toczą niemą wojnę na tarasie. Potwornie ciekawa rozrywka, jak chcesz, to możesz sobie na to popatrzeć - pokręciła głową ze zrezygnowaniem, kiedy na nią zerknęłam. Przysunęła się bliżej i schwyciła moje dłonie. Dopiero po tym zauważyłam, że cała się trzęsę. Oh, to dlatego miałam problemy z napełnieniem lampki.
- Uspokój się! Chociaż Ty nie zachowuj się jak dziecko, które wszystko musi mieć podstawione pod nos.
- Gdybyś tam była, to też byś teraz tak wyglądała...
- Żeby o zwykłego buziaka tak się czepiali? - znów prychnęłam. Dobre sobie, to nie chodzi tu o tego buziaka. Przecież... To, że Ivan nie będzie mu odpowiadać, było tak oczywiste jak wynik dwa plus dwa. A Mitch...
- Proszę Cię, znam Holgera od urodzenia... I miałam rację.
- Niby z czym? - chciało mi się śmiać. Ano tak, bo to było tylko dla mnie oczywiste.
- W sprawie z Ivanem. Proszę Cię, ciesz się, że tylko teraz się do niego czepia. Jakby mógł, to już dawno by go stąd wyrzucił - zacisnęła wargi.
- On musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji... - jeszcze próbowała stać za nim murem! No lepiej być nie mogło.
- Nat, czy Ty siebie słyszysz? - spytałam retorycznie. - Ja dla niego zawsze będę miała piętnaście lat. Nigdy to się nie zmieni, rozumiesz?
- Już nie prawi Ci kazań na temat tego, żebyś wróciła do Monachium, albo do mamy.
- Oh, czyli mam czekać kolejne cztery lata, żeby zrozumiał, że będę z Ivanem? Śmieszne. Prędzej mnie rzuci w cholerę, bo nie będzie w stanie wytrzymać.
- Nie mów tak! - mocniej zacisnęła swoje dłonie na moich. - Ivan za Tobą szaleje, nie widzisz tego?
- A ze mną zaraz oszaleje.

spoko, Nika, ja też już szaleję. oszalałam dawien dawno, także XD
wiecie co? wczoraj napisałam ostatnie słowa na tę historię. za jakieś sześć i pół tygodnia będziemy żegnać Nikę, Ivana, Holgera, Mitcha i ogólnie wszystkich, hehe

środa, 21 grudnia 2016

einundzwanzig

Pomijając moje przeczucie, to wszystko było dobrze. Świetnie się bawiliśmy, a Ivan był tuż obok praktycznie cały czas. Świadomość tego, że w końcu wiemy o swoich uczuciach dodawała mi pewności. Czułam się zdecydowanie lepiej, kiedy w końcu się o tym dowiedział.
Natascha porwała mi Ivana, a mnie z kolei... Mój brat. Prawie północ, a my dopiero pierwszy raz razem tańczymy! I to nieważne, że dopiero teraz miał chwilę wolności. Często znikał, w sumie nie wiem gdzie. No ale nie chciałam wyjść na ciekawską, był dorosły i odpowiedzialny. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Misia, mam sprawę - zaczął całkiem niewinnie, ale ja i tak zaczęłam się bać. Krążyliśmy po sali w rytm muzyki tak samo jak kilka innych par. Muzycy wygrywali swoje aranżacje znanych piosenek. Niektóre brzmiały żałośnie, no ale cóż, nie da się wszystkim dogodzić. Mniejsza, wróćmy na ziemię.
- Coś poważnego? - spojrzał na mnie wymownie, wznosząc wzrok w stronę sufitu.
- Zajmiesz się domem, jak nas nie będzie? Lexem też - Lex to ich pies, cudowny wielkolud rasy Labbi.
Wywróciłam oczami. Jezu, co za człowiek! Już myślałam, że ma w planach rzucić coś w stylu, żebym wyjechała jak najdalej od Ivana, a tu proszę... Mile mnie zaskoczył.
- Naprawdę? To Twoje wesele, a Ty się o takie rzeczy pytasz? - wybuchliśmy śmiechem.
- To bardzo poważne sprawy przecież! I byle kogo o to nie pytam i nie oddaję byle komuś domu pod opiekę!
- Oh, czyli tak jakby stawiasz mnie przed faktem dokonanym?
- Dokładnie tak - uderzyłam głową o jego ramię, a ten mnie poklepał po plecach. - Dziękuję za aprobatę. Przynajmniej wiem, że dom będzie w bezpiecznych rękach.
- Jak wrócicie, to dom może już nie być w jednym kawałku... - chociaż dobrze wiedział, że tak nie będzie. Nawet jeśli w środku miałabym zrobić dziką imprezę na kilkadziesiąt osób.
Oh, czyli zapowiadają się miłe dwa tygodnie w Monachium... W sumie... Na pewno takie będą.

Wraz z wybiciem godziny dwunastej nadeszła chwila na upragnione przez sporą część pijanego towarzystwa oczepiny.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Najpierw ta oficjalna część – podziękowania dla rodziców, chrzestnych, dziadków oraz kelnerów i kucharzy. Masa kwiatów, śpiewu i łez wzruszenia.
A potem... Zaczęła się katastrofa.
Najpierw swojego atrybutu pozbywała się Panna Młoda. Większość panien stanu wolnego ustawiła się dookoła Nataschy. Zostało kilka kobiet i ja. Siedziałam przy stole próbując się ukryć jak najbardziej się dało. Miejsce obok mnie było zajęte... Nie muszę chyba mówić, chociażby w myślach, przez kogo.
Też próbował mnie przekonać, żebym poszła, ale skutecznie go powstrzymałam przed tą kretyńską decyzją.
- Zapraszamy WSZYSTKIE panny stanu wolnego. Pannę Badstuber tak samo - rzucił wodzirej, a dłoń Kneževića schwyciła moją i chciała zmusić do wstania. Opierałam się, ale to dla niego nie miało większego znaczenia, bowiem i tak zmusił mnie do wstania. Praktycznie sam mnie podniósł. Nieważne, że robiłam sobie siarę życia. Sam wodzirej ją zaczął.
- Teraz nie masz wyboru, dostałaś specjalne zaproszenie - zaśmiał się, klepiąc mnie w tyłek. Pisnęłam, dochodząc do kwadratowego kółka.
- Dziękujemy za zaszczycenie nas swoją obecnością - dodał mój kochany braciszek, wysyłając mi buziaka w powietrzu. W myślach strzeliłam facepalma. Zdecydowanie z nim jest już źle.
Rozległa się muzyka, a my złapałyśmy się za ręce i chodziłyśmy dookoła pani Badstuber. Kiedy zapadła cisza, jedyne, o czym marzyłam było to, żeby welon nie znalazł się w moich dłoniach... Ba, nawet ich nie podniosłam! Ale kiedy oberwałam nim w twarz... Odruchowo go schwyciłam.
Spojrzałam się błagalnie na bratową, potem na brata... A oni oboje się szczerzyli w moją stronę. Nie!
Wraz z Aną pomogły mi wpiąć welon we włosy.
- No! Do twarzy Ci - Niemka powiedziała mi to wprost do ucha, a ja zaśmiałam się głupkowato. Tia, jasne.
Mężczyzna podziękował wszystkim pannom za udział i poprosił panów. Kiedy mijałam się z Ivanem ten szybko cmoknął mnie w policzek, szepcząc „Pasuje Ci”. Pokręciłam głową. Co niby mógł mieć na myśli?
Holger zdjął z szyi muchę, stając na środku kolejnego nieidealnego kółka. Wodzirej puścił tę samą melodię, a zgromadzeni mężczyźni – też trzymając się za ręce – krążyli dookoła niego. Obserwowałam przez ten czas Ivana. Dla mnie, jako Przyszłej Panny Młodej, najlepiej by było, żeby to on był moim partnerem. Przymknęłam powieki, kiedy tylko melodia przestała grać.
- Ivan, Ivan... - mruczałam pod nosem, prosząc, żeby muchę złapał mój ukochany.
- Zapraszamy Przyszłych Nowożeńców! - te słowa spowodowały, że powoli podniosłam powieki. Pierwszym, co zauważyłam, był stojący trzy metry ode mnie Chorwat. Skoro nie on złapał, to kto? Moje serce zabiło przerażone, a wzrok zawędrował w poszukiwaniach brata. Kiedy tylko zobaczyłam przy kim stoi, to zmiękły mi nogi... I to nie z zachwytu.
Mitchell.
Szczerzący się w moją stronę Mitchell Weiser.
Mój ex szedł w moją stronę, w dodatku wyciągając zapraszająco rękę. Zmienił się od chwili, kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Wydoroślał. Zmężniał...tak trochę, ale zmężniał.
- Pozwoli pani - ujął moją dłoń i cmoknął w mankiet. Gdybym powiedziała, że nie było to miłe, to skłamałabym. Chyba ten alkohol dobrze na niego robił.
- Oh, no spójrzcie! Cóż za para! Jak pięknie razem wyglądają! - zaprowadził mnie na środek sali. Z tego punktu miałam świetny widok na dosłownie wszystkich.
Widziałam zadowolenie na twarzy brata.
Widziałam strach na twarzy bratowej i mamy, które mu się przyglądały.
Jednakże najbardziej przerażała mnie mina Ivana. Było to połączenie strachu i wściekłości. Pardon?
- Niech zatańczą!
Weiser objął mnie jedną z rąk w talii, chwiejnie ruszając biodrami, kiedy muzycy znów grali. Delikatnie położyłam wolną rękę na jego ramieniu, także się kołysząc.
- Nie mówiłem Ci, ale wyglądasz świetnie. Zresztą... Ty zawsze tak wyglądasz - powiedział mi na ucho, muskając je wargami. Zwiększył siłę nacisku na mojej talii, przyciągając mnie do siebie jeszcze bardziej.
- Dziękuję? - przesunął wargi w stronę mojego policzka, a mnie... Zamroziło wręcz, przez co momentalnie się zatrzymałam w pół kroku. Rozwarłam szeroko powieki, głośno przełykając ślinę.
Ktoś zawył „gorzko, gorzko!”, co podchwycił sam wodzirej, a Mitch... Nie próżnował, tylko naparł na moje usta, pewnie zaciskając dłonie na moich biodrach.
Mitch angażował się w ten pocałunek, starał się wykrzesać ze mnie chociażby namiastkę odwzajemnienia... Na marne.
Nie chciał kończyć, a ja nie byłam w stanie wrócić do świata żywych i się oderwać... Dopóki nie usłyszałam dźwięku rozbijanego o podłogę szkła.


😍😍😍😍😍

kocham ten rozdział!😍 ale to Was nie dziwi, co nie? :D
cytując z Jesteś gotowa?: z okazji zbliżających się świąt bożego narodzenia życzę Wam spędzenia ich pośród rodziny, żeby Mikołaj suto Was wynagrodził za rok bycia grzeczną!😏 oraz żeby kolejny rok był jeszcze lepszy od tego!😘

środa, 14 grudnia 2016

hej wesele!

Niewielki dworek na obrzeżu Monachium. Najbliżsi przyjaciele i drużyna Bayernu oraz rodzina nowożeńców. I on. Ivan Knežević.
W uszach Holgera nadal pobrzmiewały jego słowa, które mu mówiły, że młody Chorwat związał się z jego siostrą. Z jego malutką siostrzyczką! Od śmierci ich ojca troszczył się o nią jak najbardziej się dało. Momentami zdecydowanie przesadzając.
Mitchella Weisera zaprosił tylko po to, aby mógł ponownie zalecać się do Dominiki. A ta tak po prostu wyjechała mu z kimś innym, rujnując cały jego plan!
- Wiedziałaś o tym? - zapytał cicho swoją małżonkę, wskazując głową w stronę pary kołyszącej się najbliżej nich. Ta zatwierdziła, a w Badstuberze się zagotowało. Jak tak mogła to przed nim ukryć?! - I tak po prostu mi o tym nic nie powiedziałaś?
- Holger - zaczęła surowym tonem. - Nie widzisz, jaka szczęśliwa jest teraz? Poza tym, to nie Twój interes. Donia jest dorosła, a Ty nie jesteś jej ojcem.
Zabolały go te słowa. Chciał dla niej dobrze, nie znał typka, bał się, że coś może jej zrobić.
Z drugiej strony wiedział też, jaki jest Mitchell. Ale pokładał w nim nadzieję, że przeszedł ten paskudny okres dorastania i w końcu się ogarnie. Albo, że zrobi to przy jego siostrze.
- Holgi - pogładziła go po policzku. Spojrzał na nią smutny. - Dlaczego nie umiesz cieszyć się jej szczęściem? Zawsze czegoś jej brakowało, a wszystko wygląda  na to, że przy Ivanie to znalazła.
- Skąd o tym niby wiesz? - spytał podejrzliwie, unosząc brwi ku górze.
- Rozmawiałyśmy o nim. Z nim też rozmawiałam - piłkarzowi Bayernu prawie oczy wyleciały z oczodołów. Jak mogła załatwiać tę sprawę bez niego?! - Po prostu mu zaufaj.

Z lekka podchmielony Knežević tańczył wolnego wraz z wtuloną w niego ukochaną. Jego wargi co chwila pieściły skórę panny Badstuber. Wszystko wyglądało na to, że było...w miarę znośnie. Brat nie składał żadnych zażaleń, a Knežević przypadł do gustu większości rodzinki Dominiki.
- Kocham Cię, wiesz? - podniosła głowę, spoglądając na niego. Dłonią gładziła jego klatkę piersiową. Uśmiechnął się czule w jej stronę, składając na jej wargach słodkiego całusa.
Doczekał się tej chwili.
Odważyła się w końcu to powiedzieć.
- Wiem - szepnął w odpowiedzi, na dosłownie ułamek sekundy tracąc kontakt z jej ustami. - Też Cię kocham.
Zarzuciła ręce na jego szyję, pogłębiając pocałunek. Jeden z gości to zauważył i zaczął głośno klaskać. A jak to na weselach, po jednym zaczyna kolejny i skończyło się na tym, że cała sala wypełniona była donośnymi oklaskami. Nawet muzycy wiwatowali!
Dominika się zaśmiała, odrobinę się cofając. Wtuliła głowę w jego ramię. Kneza jedną ręką trzymał jej talię, a drugą schwycił jej podbródek, aby znów poczuć smak jej ust na swoich. Niektórzy zaczęli nawet gwizdać! A jeszcze inni śpiewać „gorzko, gorzko!”, chociaż w sumie nie powinni, bo przecież Kneza i panna Badstuber nie byli dziś tu najważniejszymi. Ale kto zrozumie pijanych piłkarzy?
Na Holgera podziałało to jak płachta na byka. No nie pozwoli! Nie z nim! Nie na jego weselu!
Gdyby nie Natascha, to już rozprawiłby się z Chorwatem. Nieważne, że przy publice. Nie pozwoli na to, aby ktokolwiek, kogo nie zna, chociażby patrzył się na Nikę.
- Jesteś zaborczy! Myślisz, że dlaczego uciekła do Stuttgartu? - fuknęła świeża pani Badstuber, spoglądając na męża z wyrzutem. Sama klaskała, co nie uszło jego uwadze. - Chciałeś dyktować jej warunki wszelkiego rodzaju. A ona potrzebuje przestrzeni i oddechu. Tam go ma. Przy nim też go ma.
- Ja się po prostu o nią boję... - znów na nich spojrzał. Sala ucichła, muzycy znów robili to, za co im płacono. Znów tańczyli wtuleni w siebie.
- Każdy uczy się na własnych błędach, daj jej swobody.
- Jasne, jasne - mruknął, chociaż w jego głowie znów zawitał plan, nad którym myślał podczas układania listy gości. Plan, w którym potrzebował osoby jednego z nich...

- Mam wrażenie, że Holger jest nam...przeciwny - powiedziała cicho do niego, kiedy siedzieli przy stole. Para Młoda właśnie tańczyła z rodzicami, więc mogli sobie pozwolić na tę rozmowę.
- Wydaje Ci się - próbował ją uspokoić, kładąc dłoń na jej udzie. Chociaż też nie był do końca spokojny–nie był ślepy i swoje widział. I to, co ujrzał naprawdę mu się nie podobało...
Wyglądało na to, że miała rację. Słusznie wzbraniała się przed tym wszystkim, z obawy o zazdrość i zaborczość ze strony brata. Rozumiał, czemu zwlekała z powiedzeniem mu prawdy. Ale...jeśli tak, to dlaczego chciała powiedzieć o tym w tym dniu?
- Chodźmy na zewnątrz, tu jest za gorąco - podniosła się z miejsca i powoli ruszyła w stronę wyjścia na przestronny taras. Ten, nie czekając, wstał i poszedł za nią.
Ustała przy barierkach, mocno zaciskając na nich dłonie. Odetchnęła ciężej, nosem wciągając świeże powietrze. Owiał ją lekki wiaterek, którego potrzebowała. W środku było zdecydowanie jak w piekarniku.
Oparł się plecami o metal tuż obok niej, cały czas uważnie ją obserwując. Oddychała spokojnie, mając zamknięte oczy. Nieśmiało położył swoją dłoń na jej, po czym poczuł, jak zacisk odrobinę się rozluźnia.
- Dlaczego chciałaś mu powiedzieć o tym akurat dziś?
- Bo dziś jestem pewna, że niczego nie odwali - odpowiedziała mu po chwili ciszy, podnosząc powieki. Oh, jak bardzo się myliła.

- Mitchell! - zawołał w stronę dwudziestojednoletniego piłkarza. Weiser uśmiechnął się szeroko na widok kolegi z byłej drużyny i momentalnie do niego podszedł, lekko się chwiejąc. - Schlałeś się jak świnia! Boże, dać dzieciom dostęp do wódki... - zrugał się na głos.
- Holgi, jak ja przecież nie piję! - położył mu dłoń na ramieniu i energicznie je poklepał. Przy użyciu sporej dawki siły. Dwudziestosześciolatek z lekka się skrzywił, po czym pokręcił głową. 
- Mniejsza. Mam do Ciebie sprawę.
- Zamjeniam się w słuch - nadstawił ucho w jego stronę, aby wyłapać chociażby najmniejszy półdźwięk.
To będzie trudniejsze, niż myślałem, westchnął, mówiąc to w myślach. Spojrzał na niego poważnie, a jego głos przybrał rzeczowy ton osoby wiedzącej, co robi.
- Spróbuj znów zalecić się do Dominiki.
- Stary, tylko czekałem na Twoje pozwolenie! - już miał odetchnąć z ulgą, kiedy usłyszał coś, czego zdecydowanie nie powinien. - Na widok Twojej siostry nadal mam rewolucję w spodniach - oznajmił rozmarzony, a Holgera wręcz zemdliło. Jak tak można mówić o jego siostrzyczce??
- Mitchell, są komentarze, które powinieneś zostawić dla siebie i swojej chorej psychiki - wykrztusił w odpowiedzi, kiedy zdołał zapanować nad odruchami wymiotnymi. Mimo tego nie chciał zrezygnować. A przeszczęśliwy Weiser ruszył w miłosny bój.

chciałam dodać coś innego, ale... są rzeczy, które powinnam tylko ja widzieć XDD
Ivan idzie wjebać Mitchowi😏😏😏
PRZYWITAJCIE NOWEGO BOHATERA, MITCHELLA WEISERA, KTÓRY ZAWITA TU NA TROCHĘ. 😋


środa, 7 grudnia 2016

zwanzig

Ivan stał się centrum zainteresowań osób, przebywających w domu państwa Badstuber. Mama tak naprawdę już go widziała, Natascha o nim słyszała... A Ute, jak to Ute. Siedziała, słuchała i obserwowała.
O dziwo nie wyglądał na to, żeby czuł się jakoś...inaczej, będąc jedynym samcem pośród nas. Wręcz przeciwnie! Tryskał dziwną energią... Oh, naprawdę dużo o nim jeszcze nie wiedziałam...
- Twój brat na pewno nie zawita, co nie? - spytał, kiedy siedzieliśmy w piątkę w salonie, przy kubku mrożonej kawy. Do wyjazdu zostały ostatnie minuty. Czy ja dobrze widziałam, że on się denerwuje tym, że może wcześniej spotkać mojego brata?
- A co, boisz się? - zapytała Natascha, a ten, jak na faceta przystało, zaprzeczył. Chociaż wiedziałam swoje. - Uwierz mi, Holger się ucieszy, tylko... Będzie musiał się przyzwyczaić do nowej sytuacji.
- Dobra, starczy tego rozmyślania! - wtrąciła się starsza siostra. - Domi, dzieckiem nie jesteś, zrozumie, innej opcji nie ma. Ivan, zabierz mamę i jedźcie już do kościoła, my też niedługo ruszamy.

Godzinę później cała ceremonia ruszyła, a moje podenerwowanie zaczęło dawać się sobie w znaki. Na domiar złego miałam wrażenie, że wszystko się dłuży... Co nie było na moją korzyść.
Z jednej strony chciałam, aby wiedział. Ale z drugiej... Jego reakcja na to mogła być naprawdę odmienna od sytuacji, w jakiej obecnie się znajdujemy.
Próbowałam myśleć o tym pozytywnie. Przecież Natascha i moja siostra miały rację. Musi zrozumieć. I na pewno zrozumie. Innej opcji nie ma...

Parę młodą zgromadzeni goście obrzucali - zgodnie z tradycją - drobniakami, a Ute i ja miałyśmy to później z nimi zbierać. Po tym nadeszła pora na pierwsze gratulacje. Tuż obok stał kamerzysta, który nagrywał dosłownie wszystko. Brat Nataschy i Bastian przejmowali od gości prezenty, które mieli potem przenieść do auta Any, partnerki Schweinsteigera. Jakby nie mogli się tym zająć zdecydowanie później!
Życzeniom nie było końca. Stałam z lekka znudzona, przyglądając się tejże radosnej scence. Kiedyś, w dalekiej przyszłości, pewnie będę na miejscu swojej bratowej i to ja będę przyjmować te wszystkie gratulacje, a nawet i „kondolencje” mówione żartem. Zastanawiało mnie tylko to, kto stanie tuż obok mnie i zgodzi się przejść wraz ze mną przez wszelkie trudy życia i kłody rzucane mi pod nogi. Ivan?
Dryfowałam pośród swoich myśli, gdy nagle poczułam na swojej talii uścisk czyichś dłoni. A później dotyk czyichś warg na swoim policzku. Uśmiechnęłam się, przenosząc wzrok na Chorwata.
- Tęskniłem - wyszeptał mi na ucho, a wewnątrz mnie rozlało się to znajome ciepło, które powodowały jego słowa. W sumie to nie zwracałam uwagi na to, że niedaleko jest mój brat, który zamiast cieszyć się własną chwilą, może skupiać się właśnie na mnie.
- Też tęskniłam - objęłam go rękoma w pasie, opierając głowę o jego klatkę piersiową. - Nawet nie wiesz, jak bardzo.
- Wyobrażam to sobie - cmoknął mnie w czoło. - Oh, chyba czas na nas, kolejka się zwolniła.
Momentalnie wróciłam na ziemię. Nie, Ivan, nie!
Ten jakby nigdy nic zaczął mnie prowadzić w stronę Pary Młodej, od której właśnie odchodził... Mitchell, mój były. Super, on też jest zaproszony? Jednakże skupmy się na tym, co się dzieje. Dlaczego ten mały idiota ciągnie mnie właśnie na skazanie!? Aż tak mu życie niemiłe??
Natascha skupiła na nas swój wzrok i szeroko się uśmiechnęła. Po chwili do niej dołączył Holger... Zaszokowany Holger. Poczułam jak moje nogi stają się z ołowiu i nie chcą się ruszyć. A w tym skąd nagle wzięła się taka pewność siebie?
- Misia? - brat uniósł brwi ku górze, po chwili patrząc się na Ivana. Starałam się wyglądać naturalnie, chociaż w środku się bałam. Potwornie się bałam.
- Później o tym porozmawiamy, teraz są ważniejsze sprawy - szepnęłam mu na ucho, przytulając się do niego. Na chwilę mnie objął. - Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, braciszku - cmoknęłam go w oba policzki, po czym skierowałam się do jego żony. Nie chciałam przeciągać tego, niekomfortowe pytania poczekają.
Jednocześnie też starałam się usłyszeć cokolwiek z wymiany pomiędzy dwójką najważniejszych facetów mojego życia. Mogło to być bardzo istotne.
- Jeny, spokojnie - Nat zaśmiała mi się wprost do ucha, a ja westchnęłam. Gdyby to wszystko było takie proste...
- Nie umiem być spokojna... Przez to zapomniałam całej regułki, jaką miałam Ci tu i teraz wydukać - wybuchłam nerwowym śmiechem, co nie uszło uwadze Niemki. Ścisnęła mnie znacząco.
- Jestem Ivan, chłopak Dominiki. Gratuluję małżonki, a także młodszej siostry - zaśmiał się, a w tym dźwięku usłyszałam nutkę zdenerwowania. - Także życzę wszystkiego najlepszego.
- Ekhem... Dzięki - po tym usłyszałam klepnięcia w plecy. - Mnie chyba znasz.
- Tak, Domi dużo mi o Tobie mówiła.
- Weź go, bo zaczną rozmowę, której nigdy nie skończą - wypuściła mnie z objęć, po czym chrząknęłam, spoglądając znacząco na piłkarzy. Ivan przeniósł na mnie wzrok, uśmiechając się szeroko. Nie wiedząc czemu odetchnęłam z ulgą. Wygląda na to, że jest dobrze. Musi być dobrze, prawda?
Para Młoda szła przed nami do limuzyny. Tuż obok nas szła Ute wraz z bratem Nataschy i Schweini i panną Ivanovic.
- Dlaczego zostawiłeś moją mamę samą? - spytałam z wyrzutem, lekko trącając jego ramię. Udał, że go to boli i pomasował „bolące” miejsce wolną ręką. Druga była nieprzerwanie spleciona z moją.
- Twoja mama zostawiła mnie samą na rzecz jakieś ciotki, więc nie wiem, kto jest tu poszkodowany - wysunął dolną wargę nad górną. Pokręciłam głową, udając współczucie. Miałam wrażenie, że kobieta sama go wyganiała do mnie, aby rozpocząć moje piekło.
- A że byłeś taki biedny i nieporadny, to postanowiłeś mnie odnaleźć.
- Tak, na całe szczęście poszukiwania trwały dosłownie parę sekund. Dla Twojej miny było to wszystko warte swojej ceny.
- Mojej miny?
- Nigdy nie widziałem takiego strachu. Przecież nie zabroni mi się z Tobą spotykać, ani nie wywiezie Cię do szkoły z internatem na drugi koniec świata, kochanie - uśmiechnął się rozbrajająco. Ale jego słowa były prawdą. Całkowitą prawdą.
- Jak zareagował? - przez chwilę milczał.
- Nie powiem, że nie był zaskoczony. Ale chyba bardziej pozytywnie. Więc jesteśmy na dobrej drodze.

mina Holgera chyba była podobna do tej XDDD

środa, 30 listopada 2016

neunzehn

Dziwnie żyło mi się ze świadomością, że tak naprawdę wie, że go kocham, ale...ale ma w planach jeszcze poczekać te kilka dni, aż usłyszy te słowa na żywo, widząc mnie, czując i tym podobne. I jak ja mam teraz wytrzymać? Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów.
Denerwuje mnie wszystko. Dźwięk tykania zegara, krzywo stojące krzesło w kuchni, czy kurz na szafce. Bałam się tego wesela. Bałam się reakcji swojego nadopiekuńczego brata. A strach powodował, że lepiej się do mnie nie zbliżać.

Na dwa dni przed uroczystością zaślubin byłam już w Monachium. Jako jedna z druhen musiałam być wcześniej. Ivan... Ivan miał być dopiero jutro, przed kościołem.
Przez to czułam się, jakbym miała deja vu. Kiedyś mi się to śniło... I bałam się, że znów będzie miało to miejsce. Oh, jak żałuję, że nie udało mi się tam poznać reakcji Holgera! Może podchodziłabym do tego z mniejszym stresem?
~ Skarbie... Nie widzę innej opcji, jak zrozumienie ~ dobre mi sobie, panie optymisto. ~ To Twoje życie, on go za Ciebie nie przeżyje, ile trzeba Ci o tym mówić?
- Wiesz, jaki jest cięty, jeśli chodzi o mnie - westchnęłam ciężko. On dla mnie byłby w stanie zabić. I nie miałby nawet wyrzutów sumienia.
~ Wiem. A on powinien wiedzieć, że jesteś dorosła i że nie ma prawa Ci mówić, co masz robić, a czego nie możesz.
- I tak po prostu myślisz, że po tym,co mu powiesz da nam błogosławieństwo, tak?
~ Nie myślę, ja na to liczę ~ ta jego pewność, którą było widać jak na dłoni... Też bym tak chciała. Naprawdę...
- Żebyś się jeszcze nie przeliczył - nawet nie musiałam go widzieć, aby wiedzieć, że właśnie teraz przewrócił oczami.
~ Kochanie, nie wątp we mnie. A teraz lepiej zbieraj się spać, jutro wielki dzień. I dla Twojego brata, i dla nas.
Dla nas... Jezu, tak bardzo tego pragnę, z drugiej strony się obawiając.
Mogłam bez problemu z nim rozmawiać, wiedziałam, ze nikt - mówię tu o braciszku - nie będzie podsłuchiwał. Pojechał do Bastiana, jednego ze swoich świadków. Chociaż tyle spokoju.
Zatrzymałam się w pokoju gościnnym, w którym znajdowała się także żeńska garderoba. Przyglądałam się sukni ślubnej swojej bratowej. Była prosta, ale... Miała swój urok. Czy mi także dane będzie kiedyś przywdziać podobną kreację? Stanąć na ślubnym kobiercu z osobą, którą...którą pokocham miłością bezwarunkową, taką na dobre i na złe? Taka miłość to chyba marzenie każdej kobiety, każdej dziewczynki... Moje też. Ale czy jestem na to gotowa? Nie sądzę.
Obok białego tiulu, koronki i falbanek wisiały suknie Ute i moje. Były cudowne i aż się prosiły o to, aby mieć do nich czarne szpilki. Cóż, matka naturalnie obdarzyła Ivana wzrostem, więc musiałam sobie poradzić prostymi balerinami. Ale za zbytnio mi to nie przeszkadza.
Chciałam się dostosować do jego zalecenia. Powinnam wyglądać na wyspaną, bowiem jutro od samego rana fryzjerka, kosmetyczka... A na piętnastą zaczyna się...piekło? czy może niebo?

Badstubera z domu 'wyrzuciłyśmy' tuż po ósmej, kiedy zawitała nasza fryzjerka. Wszystko praktycznie było zapięte na ostatni guzik, ja musiałam pojechać po nasze kwiaty, dojrzeć dekoracji kościoła... Ale to mi w sumie nie przeszkadzało. Byłam zajęta i to było ważne. Przynajmniej nie denerwowałam się tak bardzo i nie przeżywałam tego, co będzie się działo pod kościołem.
Później pojechałam po mamę. Ta to przeżywała chyba najbardziej z nas...
- Córciu, nie wierzę, że to się dzieje. Oh, jaka szkoda, że ojciec nie może z nami być... - fakt, każde z nas by chciało, żeby tata z nami był.W trakcie najważniejszego dnia spadkobiercy rodu. Aczkolwiek... Ze śmiercią nigdy nie wygrasz... - Będzie Twój Ivan?
Na całe szczęście wówczas stałyśmy. Zamurowało mnie tak trochę. Zacisnęłam mocniej dłonie na kierownicy, nie odrywając wzroku od drogi i ciągu samochodów, które przed nami stało.
- Tak, będzie - uśmiechnęłam się lekko w stronę kobiety.
- Jest już w Monachium? - dalej ciągnęła.
- Nie, przyjedzie dopiero do kościoła. I tak, jest to ustalone, że odwozi Cię do restauracji, w której ma być wesele - uprzedziłam jej pytanie, dotyczące kolejnej podwózki. Cóż, uroki tego, że obie córeczki wywiało na świadkowe.
Niedługo potem już z powrotem byłam w domu państwa Badstuber. Kiedy Nataschą zajmowała się kosmetyczka, to mnie 'maltretowała' fryzjerka. Następna w kolejce była nasza mama. Zauważyłam, że w moim śnie tylko ja byłam świadkową, oraz to, że nie było z rana mamy i Ute. Chociaż to odróżniało rzeczywistość od wyobrażeń sennych.
Czułam się dziwnie, bo w sumie byłam na językach. Wszystkie debatowały na mój temat i myślały, że nie słyszę. Ciekawe, czy też by tak było, gdyby siedział tuż obok i wszystko słyszał...
W międzyczasie wymieniałam wiadomości z Ivanem. Nie chciał nic pisać, ale też zaczynał się denerwować i przeżywać ten dzień...
Koło południa zrobiło się naprawdę gorąco... A z każdą kolejną mijającą minutą temperatura rosła. Nat chodziła podenerwowana, a mama próbowała ją uspokoić, na wszelkie sposoby, które, jak wyszło, okazały się bezskuteczne.
Przez dom przewinęło się sporo osób, zaczynając od członków mojej rodziny, kończąc na rodzinie panny Warchola. Aczkolwiek... Jednego gościa za nic w świecie się nie spodziewałam.
Na otwarcie drzwi tym razem wypadała kolej Ute. Nic przez dłuższą chwilę nie mówiła, po czym wyrwało się jej donośne „Donia, masz gościa!”. Mam gościa? Pardon co?
Ciekawość wzięła górę i skierowałam się w stronę korytarza. Na widok osoby towarzyszącej mojej siostrze... Naprawdę mnie przytkało i zrobiło się wręcz gorąco. Gdyby nie chłód wiatraka, to bym zemdlała. Przysięgam.
A ten stał, jakby nigdy nic, ze swoim firmowym uśmiechem na twarzy. Tym samym grymasem, który zmiękczał moje nogi.
- Zostawię Was samych - szepnęła siostra, znikając z pola widzenia. Przybyły nie próżnował, tylko momentalnie wpił się w moje usta, jakbyśmy nie widzieli się od co najmniej pół roku. A tak naprawdę... Tak naprawdę minęło kilkanaście dni, dokładniej przed moim alkoholowym incydentem.
- Miałeś być pod kościołem - mruknęłam z wyrzutem, rzeczywiście się ciesząc z jego wcześniejszego pojawienia się.
- Myślisz, że nie wiem, że tak naprawdę czekałaś na tę chwilę, aż tu zawitam? - przygryzłam wargę. Rozgryzł mnie.
- Dobra... Masz mnie - uśmiechnął się triumfalnie, znów mnie całując. - I masz tu szminkę - powiodłam palcami po jego wargach. - A poza tym... Jesteś gotowy wytrzymać z czterema kobietami pod jednym dachem?
- Jesteś tu także Ty, więc...dam radę - to zapewnienie spowodowało, że moje serce niemal wyskoczyło mi z piersi.


oni są tacy słodcy, że ja nie mogę, ok 😭🙊 ja przez niego nigdy nie znajdę sobie chłopaka...:|