Dziwnie żyło mi się ze świadomością, że tak naprawdę wie, że go kocham, ale...ale ma w planach jeszcze poczekać te kilka dni, aż usłyszy te słowa na żywo, widząc mnie, czując i tym podobne. I jak ja mam teraz wytrzymać? Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów.
Denerwuje mnie wszystko. Dźwięk tykania zegara, krzywo stojące krzesło w kuchni, czy kurz na szafce. Bałam się tego wesela. Bałam się reakcji swojego nadopiekuńczego brata. A strach powodował, że lepiej się do mnie nie zbliżać.
Na dwa dni przed uroczystością zaślubin byłam już w Monachium. Jako jedna z druhen musiałam być wcześniej. Ivan... Ivan miał być dopiero jutro, przed kościołem.
Przez to czułam się, jakbym miała deja vu. Kiedyś mi się to śniło... I bałam się, że znów będzie miało to miejsce. Oh, jak żałuję, że nie udało mi się tam poznać reakcji Holgera! Może podchodziłabym do tego z mniejszym stresem?
~ Skarbie... Nie widzę innej opcji, jak zrozumienie ~ dobre mi sobie, panie optymisto. ~ To Twoje życie, on go za Ciebie nie przeżyje, ile trzeba Ci o tym mówić?
- Wiesz, jaki jest cięty, jeśli chodzi o mnie - westchnęłam ciężko. On dla mnie byłby w stanie zabić. I nie miałby nawet wyrzutów sumienia.
~ Wiem. A on powinien wiedzieć, że jesteś dorosła i że nie ma prawa Ci mówić, co masz robić, a czego nie możesz.
- I tak po prostu myślisz, że po tym,co mu powiesz da nam błogosławieństwo, tak?
~ Nie myślę, ja na to liczę ~ ta jego pewność, którą było widać jak na dłoni... Też bym tak chciała. Naprawdę...
- Żebyś się jeszcze nie przeliczył - nawet nie musiałam go widzieć, aby wiedzieć, że właśnie teraz przewrócił oczami.
~ Kochanie, nie wątp we mnie. A teraz lepiej zbieraj się spać, jutro wielki dzień. I dla Twojego brata, i dla nas.
Dla nas... Jezu, tak bardzo tego pragnę, z drugiej strony się obawiając.
Mogłam bez problemu z nim rozmawiać, wiedziałam, ze nikt - mówię tu o braciszku - nie będzie podsłuchiwał. Pojechał do Bastiana, jednego ze swoich świadków. Chociaż tyle spokoju.
Zatrzymałam się w pokoju gościnnym, w którym znajdowała się także żeńska garderoba. Przyglądałam się sukni ślubnej swojej bratowej. Była prosta, ale... Miała swój urok. Czy mi także dane będzie kiedyś przywdziać podobną kreację? Stanąć na ślubnym kobiercu z osobą, którą...którą pokocham miłością bezwarunkową, taką na dobre i na złe? Taka miłość to chyba marzenie każdej kobiety, każdej dziewczynki... Moje też. Ale czy jestem na to gotowa? Nie sądzę.
Obok białego tiulu, koronki i falbanek wisiały suknie Ute i moje. Były cudowne i aż się prosiły o to, aby mieć do nich czarne szpilki. Cóż, matka naturalnie obdarzyła Ivana wzrostem, więc musiałam sobie poradzić prostymi balerinami. Ale za zbytnio mi to nie przeszkadza.
Chciałam się dostosować do jego zalecenia. Powinnam wyglądać na wyspaną, bowiem jutro od samego rana fryzjerka, kosmetyczka... A na piętnastą zaczyna się...piekło? czy może niebo?
Badstubera z domu 'wyrzuciłyśmy' tuż po ósmej, kiedy zawitała nasza fryzjerka. Wszystko praktycznie było zapięte na ostatni guzik, ja musiałam pojechać po nasze kwiaty, dojrzeć dekoracji kościoła... Ale to mi w sumie nie przeszkadzało. Byłam zajęta i to było ważne. Przynajmniej nie denerwowałam się tak bardzo i nie przeżywałam tego, co będzie się działo pod kościołem.
Później pojechałam po mamę. Ta to przeżywała chyba najbardziej z nas...
- Córciu, nie wierzę, że to się dzieje. Oh, jaka szkoda, że ojciec nie może z nami być... - fakt, każde z nas by chciało, żeby tata z nami był.W trakcie najważniejszego dnia spadkobiercy rodu. Aczkolwiek... Ze śmiercią nigdy nie wygrasz... - Będzie Twój Ivan?
Na całe szczęście wówczas stałyśmy. Zamurowało mnie tak trochę. Zacisnęłam mocniej dłonie na kierownicy, nie odrywając wzroku od drogi i ciągu samochodów, które przed nami stało.
- Tak, będzie - uśmiechnęłam się lekko w stronę kobiety.
- Jest już w Monachium? - dalej ciągnęła.
- Nie, przyjedzie dopiero do kościoła. I tak, jest to ustalone, że odwozi Cię do restauracji, w której ma być wesele - uprzedziłam jej pytanie, dotyczące kolejnej podwózki. Cóż, uroki tego, że obie córeczki wywiało na świadkowe.
Niedługo potem już z powrotem byłam w domu państwa Badstuber. Kiedy Nataschą zajmowała się kosmetyczka, to mnie 'maltretowała' fryzjerka. Następna w kolejce była nasza mama. Zauważyłam, że w moim śnie tylko ja byłam świadkową, oraz to, że nie było z rana mamy i Ute. Chociaż to odróżniało rzeczywistość od wyobrażeń sennych.
Czułam się dziwnie, bo w sumie byłam na językach. Wszystkie debatowały na mój temat i myślały, że nie słyszę. Ciekawe, czy też by tak było, gdyby siedział tuż obok i wszystko słyszał...
W międzyczasie wymieniałam wiadomości z Ivanem. Nie chciał nic pisać, ale też zaczynał się denerwować i przeżywać ten dzień...
Koło południa zrobiło się naprawdę gorąco... A z każdą kolejną mijającą minutą temperatura rosła. Nat chodziła podenerwowana, a mama próbowała ją uspokoić, na wszelkie sposoby, które, jak wyszło, okazały się bezskuteczne.
Przez dom przewinęło się sporo osób, zaczynając od członków mojej rodziny, kończąc na rodzinie panny Warchola. Aczkolwiek... Jednego gościa za nic w świecie się nie spodziewałam.
Na otwarcie drzwi tym razem wypadała kolej Ute. Nic przez dłuższą chwilę nie mówiła, po czym wyrwało się jej donośne „Donia, masz gościa!”. Mam gościa? Pardon co?
Ciekawość wzięła górę i skierowałam się w stronę korytarza. Na widok osoby towarzyszącej mojej siostrze... Naprawdę mnie przytkało i zrobiło się wręcz gorąco. Gdyby nie chłód wiatraka, to bym zemdlała. Przysięgam.
A ten stał, jakby nigdy nic, ze swoim firmowym uśmiechem na twarzy. Tym samym grymasem, który zmiękczał moje nogi.
- Zostawię Was samych - szepnęła siostra, znikając z pola widzenia. Przybyły nie próżnował, tylko momentalnie wpił się w moje usta, jakbyśmy nie widzieli się od co najmniej pół roku. A tak naprawdę... Tak naprawdę minęło kilkanaście dni, dokładniej przed moim alkoholowym incydentem.
- Miałeś być pod kościołem - mruknęłam z wyrzutem, rzeczywiście się ciesząc z jego wcześniejszego pojawienia się.
- Myślisz, że nie wiem, że tak naprawdę czekałaś na tę chwilę, aż tu zawitam? - przygryzłam wargę. Rozgryzł mnie.
- Dobra... Masz mnie - uśmiechnął się triumfalnie, znów mnie całując. - I masz tu szminkę - powiodłam palcami po jego wargach. - A poza tym... Jesteś gotowy wytrzymać z czterema kobietami pod jednym dachem?
- Jesteś tu także Ty, więc...dam radę - to zapewnienie spowodowało, że moje serce niemal wyskoczyło mi z piersi.
oni są tacy słodcy, że ja nie mogę, ok 😭🙊 ja przez niego nigdy nie znajdę sobie chłopaka...:|

Jejku jacy oni są kochanii 😍 Już się nie mogę doczekać relacji Holgera :D a co do chłopaka to raz Ci zasadzę takiego kopa że wylądujesz u niego i będziecie żyli długo i szczęśliwie hehe :D pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńMaaaamo! 😍😍😍😍😍😍
OdpowiedzUsuńRozpłynęłam się ❤❤❤❤❤❤
Jakie to idealne ❤❤❤
Najpiękniejsze ❤❤❤
Czekam <3
KC ❤
Kocham ich *.*
OdpowiedzUsuńNadal czekam aż ona mu to powie prosto w oczy *.*
Korci mnie reakcja braciszka haha ;D
Czekam na kolejny ;)
Najsłodsi!!♥ Aż miło mi się czyta, widząc tyle słodkosci tutaj *-*
OdpowiedzUsuńReakcja Holgera bardzo mnie ciekawi :D
czekam nn<3
Aż się nie mogę doczekać Holgera! XD
OdpowiedzUsuńJest tak słodko, że jako jedyna czuję że coś tak namącisz że będziemy jeszcze płakać (mam nadzieje, że ze śmiechu) :D
Rozdział świetny i nie mogę się doczekać, aż ona mu to wyzna ^^
Czekam na to! :*