Około godziny dwunastej zajechałam do Monachium. Chyba nie śpią, co nie? Czterdzieści minut potem dzwoniłam do ich drzwi. Otworzyła mi blondynka.
- Patrz, jego oczko w głowie przyjechało, a ten postanowił wybrać się na zakupy - zaśmiała się, prowadząc mnie do środka.
- Wypraszam sobie, tytuł oczka w głowie straciłam już dwa lata temu! - mimo tego, iż mój braciszek został usidlony, to dbał o mnie jak o skarb. A przynajmniej się starał. A ja tego nie zauważałam... Znaczy się zauważałam, no ale... Bie chciałam tej nadopiekuńczości, jak to zwykłam określać.
- Nawet nie wiesz, jak się przeraził, gdy tylko usłyszał od Twojej przyjaciółki, że Cię nie ma. A gdy nie odbierałaś... - zasępiłam się. - Mała, co się stało? - zacisnęłam wargi.
- Tak jakby... Moje życie lekko się skomplikowało.
- Zaszłaś w ciążę z kimś poznanym na imprezie? - to pytanie spowodowało wybuch desperackiego śmiechu u mnie. Spojrzała na mnie pobłażliwie.
- Nie - odpowiedziałam, gdy się uspokoiłam.
- Ma to coś związane z jakimś facetem? - przygryzłam policzek, hamując się przed uśmieszkiem. - Domiiii...
- No tak jakby...
- Oh, do jasnej anieli, mi możesz powiedzieć. Holger się nie dowie - zapewniła, a mnie przytkało. Wow?
- Czy aby pary nie powinny być ze sobą uczciwe?
- Wiedz, że mimo tego, iż jestem z Twoim bratem, to potrafię dochować tajemnicy przyjaciółki.
Zagięła mnie. Ten Holger to ma z nią za dobrze, niech mi tu o nią dba!
- Mia mnie z nim poznała - kiwnęła głową potakująco. Starała się mnie nie popędzać, nie wywierać na mnie presji... - Jest taki... Kochany, troskliwy... Ale boję się, że to wszystko jest za szybko.
- Wyglądasz, jakby nadal nic nie było dobrze.
- No bo nie jest. Niby to, co jest między nami jest...cudowne...to się boję, że coś schrzanię. I odejdzie. A przez ten czas... Zdążyłam się od niego uzależnić. I...
- I co? - wtrąciła, ledwo wstrzymując się przed piskiem godnym kilkulatki.
- Znając wszystko, Holgerowi coś się nie spodoba i urządzi piekło.
- Od kiedy Ty się przejmujesz jego nadopiekuńczością? - zdziwiła się.
- Jakbym słyszała Ivana - zaśmiałam się ponuro. Uśmiechnęła się przebiegle. Cholera.
- Opowiedz mi o nim.
Starałam się filtrować informacje o Chorwacie, nim przekazałam je przyszłej bratowej i chyba mi się to udało. Mimo wszystko troszkę o nim dowiedziała.
- Kiedy zamierzasz nam go przedstawić?
- Najprędzej na Waszym weselu, kiedy wszystko będzie już raczej uporządkowane - na chwilę zamilkłyśmy, bo usłyszałyśmy dźwięk przekręcanych kluczy.
- No proszę, zakupoholik się znalazł! - krzyknęłam w stronę korytarza.
- Nasza zguba też wróciła! - podniosłyśmy się z kanapy i udałyśmy się do kuchni. Holger zdążył postawić torby z zakupami na ladę. Nie czekając na nic, skoczyłam na niego, mocno się przytulając.
- Przepraszam, że jestem najgorszą siostrą świata. Ale nie umiem być inna - szepnęłam.
- Nie jesteś najgorsza - zaśmiał się, przytrzymując mnie. - Po prostu lubisz ubarwiać moje życie, robiąc sobie problemy. Wszystko już dobrze?
- Tak, chyba tak - znów poczułam się źle, a na domiar złego Natascha chrząknęła. Zerknęłam na nią. Posłała mi dyskretne spojrzenie, mówiące, że ona zna prawdę. Tak jakby ją znasz, moja droga.
- To dobrze. A teraz, jeśli możesz, to zejdź ze mnie. Jeszcze potrzebuję zdrowych pleców.
- Tęskniłam - cmoknęłam go w policzek, zeskakując z niego.
- Błagam Cię, nie odwalaj teraz takich rzeczy.
- Ostrzegaj, jeśli chcesz przyjechać - odpłaciłam mu pięknym za nadobne.
- Ukrywasz coś przede mną? - cholera.
- Holgi, nie narzucaj się, jeśli będzie chciała, to sama powie - wtrąciła się Natascha. Posłałam jej spojrzenie pełne wdzięczności.
- Poczekam, aż sama mi powiesz - powiedział tonem groźnego ojca, po czym obrócił się w lewo, aby zabrać z płyty indukcyjnej czajnik, do którego nalał wodę.
Poczułam wibracje w kieszeni od spodenek.
Ivi: Dzień dobry, jak mija wizyta u bratowej i brata? Twoj Pan K
Starałam się powstrzymać przed uśmiechem na samą wiadomość od niego. Jeszcze Holger by zaczął coś węszyć. A tego zdecydowanie nie chciałam.
- Więc co moje kobiety chcą do picia?
- Kawę - odpowiedziałyśmy zgodnie.
- Już się robi - Nat nie czekając dłużej pociągnęła mnie za sobą do salonu. Nic nie mówiła, tylko patrzyła się na mnie.
ja: Natascha chyba chciałaby Cię poznać.
Do domu wróciłam późnym wieczorem. Jutro miałam iść do pracy na 10, więc szybko wzięłam prysznic i wpakowałam się do łóżka. W międzyczasie moja konwersacja przez SMSy z Knezevicem zeszła z tematu na całkiem inne tory. W pewnej chwili poczułam się jak Mia i Jo w trakcie ich pikantnych rozmów telefonicznych...
W poniedziałkowe popołudnie, tuż po skończonej pracy i powrocie do domu, zabrałam się za naukę. Jeszcze nie docierało do mnie to, że za dwa dni są najważniejsze egzaminy. Moją głowę jak na razie zaprzątał niewielki Chorwat. To się naprawdę zaczyna...
We wtorek miałam wykłady. Jednakże nie skupiałam się na nich za bardzo, gdyż pomagałam Iviemu przez telefon wybierać prezent dla jednego z jego przyjaciół, który miał na dniach urodziny. Chciał, aby ten prezent był zabawny, a jednocześnie praktyczny, co było niemałym kłopotem w wyborze. Ale na szczęście się udało, a ja jeszcze się złapałam na chwilę skupienia w trakcie tych dwóch godzin. Mimo to, gdyby ktoś chciał ode mnie wiedzieć, co się działo, to bym mu nie odpowiedziała.
Dopiero chwilę przed północą dotarło do mnie, że za dziesięć godzin mam oficjalnie ostatnie egzaminy. Zaczęłam się bać. Kneza próbował mnie uspokoić... Niestety, z marnym skutkiem.
Ivi: Jeśli tylko dostaniesz wyniki, masz się mi pochwalić! Uczcimy to razem, bez względu, jak Ci pójdzie.
W środę rano chwilę rozmawialiśmy przez telefon. Życzył mi powodzenia, podobnie jak Mia, Ute czy Holger z Nataschą. A o mamie nie wspomnę. Biedna, zaczęła się przejmować wraz ze mną!
- Mamo, spokojnie - zaśmiałam się, gdy tylko zaczęła mi opowiadać o tym, jak to Ute była na tym samym roku, co ja teraz. - Ute zdała, to i ja sobie poradzę! A teraz kończę, muszę wejść i napisać.
~ Powodzenia, kochanie! Wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki. Kochamy Cię ~ uśmiechnęłam się sama ro siebie, po czym wyłączyłam urządzenie i oddałam je komisji.
Po dwóch godzinach opuściłam salę, czując ulgę. Jeszcze trzy lata, pocieszałam się. Trzy lata i spełnię swoje marzenie. A także marzenie taty.
Jako pierwsze co zrobiłam po włączeniu telefonu, było połączenie do Ivana. Ale... Nie odbierał. Przełknęłam nerwowo ślinę. Sam przecież chciał, abym do niego zadzwoniła... No cóż. Trudno. Może jest zajęty?
Zakończyłam drugi rok. Mam wakacje - tak jakby. Więc... Zaraz będę mogła wcielać mój plan w życie.
Mii nie było w domu. Szybko się spakowałam, a następnie torbę skitrałam do samochodu, na tylną kanapę. Ivan dalej się nie odzywał. Czyżby stało się to, o co się tak bałam?... Nie! - pisnęła podświadomość. - Zacznij gadać wreszcie od rzeczy, a nie bez sensu. Będzie dobrze!
Westchnęłam, zasiadając na kanapie. Włączyłam telewizor i skupiłam się na migającym obrazie jakieś nudnej telenoweli, aby oderwać się od niepotrzebnego myślenia.
hehehej, jest dobrze, co nie? XDDD

Nonono co tu się dzieje XD
OdpowiedzUsuńCzy tylko mi się japa uśmiechnęła, gdy przeczytałam "Twój Pan K" :DD
Cudowny ❤
Czekam na kolejny <3
Buziaki :***
Co zaś kompinujesz? :D
OdpowiedzUsuńMimo, że dzisiaj mam tak zajebisty humor to "Twój Pam K" mnie rozwalił ahaha ;D
Cudowny <3
Czekam na kolejny ;)
PS. o raz kolejny nie chce mi się logować XD
Mrs. Iglesias
nonono zaczęło się robić poważnie :D
OdpowiedzUsuń''Twój Pan K'' definitywnie wygrało, wiesz o tym prawda? :D ♥
czekam na kolejny!<3
Jejciu czemu ja nie mam takiego brata ;< znaczy mam starszego ale nie jest taki kochany, opiekuńczy ani nic ;< zazdroszcze! jeszcze bardziej zazdroszcze "Pana K" XD
OdpowiedzUsuńrozdział boski chociaż bez pikantnej sceny w wykonaniu naszej dwójki niestety, lubie czytać te twoje popisy miłosne
czekam co dalej wymyślisz, weny i buziaki :*