Lubiłam dni takie, jak te – na zewnątrz chłodno i pada deszcz, człowiekowi odechciewa się dosłownie wszystkiego. Nie musiałam nigdzie wychodzić, mogłam bez niczego leniuchować. Oczywiście wiadomo z kim.
Leżakowaliśmy na kanapie, na dobrą sprawę nie wiem nawet od kiedy. Cóż, mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą, prawda? W telewizji coś leciało, na dobrą sprawę nie wiem co. Byłam bardziej zajęta czymś, w sumie to kimś, innym, niż telewizorem.
- Nie powinieneś być przypadkiem ponad dwieście kilometrów stąd i na treningu? - spytałam, unosząc się na dłoniach, aby mieć widok na leżącego pode mną chłopaka. Spojrzał się na mnie pobłażliwie, znacząco poprawiając uścisk swoich ramion wkoło mojej talii.
- Trening mam niezły i to tu - mruknął, poruszając brwiami, a ja wywróciłam oczami, czując przyjemne drgania w dolnych partiach brzucha. Jak on to robi, że czaruje nawet słowami? - Dajesz mi taki wycisk, jakiego nie mamy nawet z Rogerem.
- Ciekawe, kto mnie podżega do takiego wycisku... - wybuchł tak gromkim śmiechem, że niemal nie zleciałam z nim z tej kanapy.
- Kto Ciebie? Chyba bardziej kto mnie... - tym razem to ja nie wytrzymałem. Jednakże nasze śmieszkowanie zostało brutalnie przerwane przez dzwonek do drzwi.
- To pewnie jedzenie, już wstanę - przekręciłam się na bok, aby mógł wstać, po czym ruszył do korytarza. Zastanawiałam się, kiedy mógł cokolwiek zamówić, skoro nie miał większych możliwości aby użyć rąk, czy nie słyszałam, żeby mówił cokolwiek, co nie było do mnie. Dziwne.
Nie minęła jednak minuta, a już wrócił. Na dobrą sprawę nie zdążyłam nawet się podnieść do pozycji siedzącej... Spojrzałam na niego zaskoczona, dziwiąc się, że wrócił tak szybko. W dłoniach trzymał...butelkę wina. Wręcz niepokojące.
- To nie gościu od żarcia, ale mamy co pić - spiorunowałam go wzrokiem, wstając z kanapy. Ruszyłam w stronę korytarza.
Coś mi nie pasowało. I to nieziemsko nie pasowało. Mówił już za bardzo nerwowo... A to wino? Przecież najbliższy sklep jest kilkaset metrów stąd.
- Nie idź, proszę - jęknął, jednak go zignorowałam. Zatrzymałam się przed drzwiami, a kiedy pociągałam klamkę, to złapał mnie w talii, jakby chciał mnie od nich odsunąć. Przyciągnęłam drzwi do siebie, a przed nimi stał Mitch... Dobrze czułam, że coś się nie zgadza.
- A Ty tu czego - nadal trzymało mnie zdziwienie, a stojący za mną Chorwat ciężko westchnął. Weiser nic nie mówił – patrzył się to na mnie, to na Ivana z rozdziawioną buzią. On też się tego nie spodziewał.
- Myślał, że jesteś sama i dlatego wpadł z winkiem, aby Cię rozpić i zabrać to, co moje - wyjaśnił Kneza, a ja rozwarłam oczy jeszcze szerzej. Że co?!
- Chyba sobie śnisz, kolego - zaczął gorączkowo bronić się przybyły. - Chciałem po prostu dotrzymać towarzystwa, póki jestem w Monachium...
- Po pierwsze, nie jesteśmy nawet znajomymi, o tym możesz sobie najwyżej pomarzyć - wtrącił, a ja czułam, że się rozkręci. - Po drugie, nie musisz się tak martwić, na brak towarzystwa nie narzeka. Ale dziękujemy za wino, dobry wybór - chciał zamknąć drzwi, jednak noga Niemca go powstrzymała.
- Ivan! - skarciłam go, odciągając jego ręce od swojej talii. Czy on w ten sposób okazuje zazdrość?!
- Nie pozwolę mu się zbliżyć do Ciebie! - burknął, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Zachowywał się jak dziecko!
- Przestań być taki zazdrosny, do jasnej anieli! - ignorowałam obecność Weisera i to, że może nas ktokolwiek inny jeszcze słyszeć. Czy on aby przypadkiem nie przesadza?
- Ja zazdrosny? - Mitch donośnie prychnął. - Nika, skarbie. Nie mam powodów, aby być zazdrosny. Po prostu nie trawię ludzi, którzy próbują się wpieprzyć w coś, co ma się świetnie - pogładził mnie po policzku, aby potem musnąć moje usta swoimi. - A on jest świetnym tego przykładem.
- Mów za siebie - rzucił Niemiec.
- Wiesz co? Nie chce mi się prowadzić z Tobą tejże interesującej konwersacji, więc radzę Ci znikać. I to jak najszybciej.
Opuścił podwórko nawet się nie żegnając. Stałam w tym samym miejscu, patrząc się jak jego auto znika mi z widoku. Nie wiedziałam, co myśleć, a co dopiero, co powiedzieć. Przecież to był czysty przejaw zazdrości. Czuć to było w całej Bawarii, jak nie w Niemczech. A ten ma czelność jeszcze się spierać!
- Mógłby się w końcu odczepić, irytuje mnie od chwili, kiedy tylko go zobaczyłem przed kościołem - mruknął jakby do siebie. Nie opowiadałam mu przecież o Mitchu, więc... Została mi Mia. Albo Natascha. Albo obie... Świetnie, pewnie wie więcej jak jestem w stanie sobie wyobrazić...
- Dałeś niezły pokaz zazdrości - nawet się na niego nie patrzyłam. Ja wszystko rozumiem, ale rozdział z Mitchem jest dawno zamknięty, poza tym mam go, więc po cholerę miałabym znów się zbliżać do Weisera? Na marginesie chyba muszę kogoś uśmiercić.
- Nie jestem zazdrosny - zaczął się śmiać, ale kiedy spojrzałam na niego, momentalnie zaprzestał. - Po prostu wiem, że przyniesie nam więcej szkody, jak pożytku.
- Zrobił Ci coś złego, że tak go nie dzierżysz?
Milczał dłuższą chwilę, przyciągając mnie do siebie. Próbowałam się opierać, przecież miałam być na niego zła! Ale to spojrzenie.. Sprawiło, że zmiękłam.
- Był przede mną - szepnął ledwo słyszalnie, przyciskając swoje wargi do mojego czoła. Po tych słowach wymiękłam do końca. Po tych słowach cała złość, zdenerwowanie i namiastki zażenowania zniknęły.
![]() |
| ten gif to życie, aw🌸🌸 |
moja dusza romantyka włącza ostatnio swój dziesiąty bieg i robi nawet z najgorszej szui człowieka o wielkim sercu, eh :|

Ja przysięgam, ze temu typkowi jaja urwę! Grrr XD
OdpowiedzUsuńNie trawie tego gościa jak Ivi XD
I czuje, że on jeszcze namiesza XD
Cudo ❤❤❤
Buziaki :**
Też nie trawię kolesia 😂😂
OdpowiedzUsuńBędzie mieszanka wybuchowa, wiem to 😂
Czekaj na kolejny 😘
no nie, jak ja go nienawidzę przysięgam ;-;
OdpowiedzUsuńcoś czuję, że on jeszcze sporo tam namiesza eh ;;
czekam <3
OMG, jak ja go nie lubię XD
OdpowiedzUsuńIvan na tym gifie jest słodki! <3 Ja Ci go poderwę normalnie! :D
Czekam na kolejny rozdział ^^