Mercedes Ivana rzucił mi się w oczy już w chwili, kiedy wjeżdżałam na dzielnicę, gdzie mieszka mój brat. Może dlatego, że dookoła były same Audi? Może dlatego, że bardzo chciałam tej wizyty? No ale mniejsza. Na mojej twarzy odruchowo pojawił się uśmiech, a żołądek wywinął fikołka.
Przy pomocy pilota otworzyłam bramę, po czym wjechałam na podwórko. Jego samochód ruszył zaraz za mną. Nie zdążyłam nawet wysiąść z auta, a ten już otwierał drzwi od strony kierowcy. Gdyby nie pasy, to bez niczego by mnie z niego wyciągnął.
- Mamy czas, naprawdę dużo czasu - trochę próbowałam przystopować jego samcze zapędy, ale... ale jest to rzecz, która nie jest wykonalna. Oj nie z nim.
- Chcę dobrze wykorzystać ten czas - wymruczał, przyciągając mnie do siebie.
- Umarłbyś, gdybym miała teraz okres, wiesz? - wywrócił oczami...biorąc mnie na ręce. - Jesteś głupi.
- Przerabialiśmy to, skarbie - cmoknął mnie w szyję, ruszając do przodu.
Kłamie. Łże jak pies. Powiedział, że miłość do mnie odbiera mu myślenie. Podły kłamca! Od samego początku wiedziałam, że jest idiotą jakich mało. Ale kocham tego idiotę i nie wyobrażam sobie najbliższej przyszłości bez niego. Bo do myślenia o całym życiu mamy jeszcze czas. Naprawdę dużo czasu...
- O nie, mój drogi. Ty masz swoją wersję i ja mam swoją wersję.
- Wersję, która schodzi do jednego - mówiąc to nadal trzymał wargi w poprzednim miejscu, po czym...mnie ugryzł.
- Wyglądam gorzej jak po ataku kanibala - jęknęłam, lekko ciągnąc go za włosy.
- Zawsze mogę jeszcze bardziej Cię załatwić - postawił mnie na ziemi, abym mogła otworzyć drzwi, po czym znów wziął w swoje ramiona. Romantyk się znalazł. - To gdzie mam się skierować?
- Kuchnia - oczy mu rozbłysły, jak tylko to powiedziałam. Zrobił to, bo: 1) lodówka, 2) zrobię mu jedzenie, 3) ja, 4) dostanie zestaw 2w1. - Jestem głodna, a Natascha myśli, że nie umiem gotować i zrobiła mi jedzenia na dwa tygodnie.
- A ja? - iskierki momentalnie zgasły. Chyba wygrała pierwsza opcja, w ostateczności druga
- Ciebie w tym nie uwzględniała - starałam się brzmieć poważnie, chociaż w środku lałam ze śmiechu. On żyje dla jedzenia, nie dla mnie...
- Człowiek tłucze się specjalnie ponad dwieście kilometrów... Nie dość, że nie chce mu dać, to jeszcze mówi, że nie ma dla niego żarcia... - westchnął teatralnie. Jego gra aktorska praktycznie nie istnieje.
- Więc chcesz mi przekazać, że Twoimi priorytetami jest zaspokojenie swoich potrzeb?
- Mogę nie dożyć dzisiejszego wieczora, a jak umierać, to spełnionym!
Jak dobrze, że nadal trzymał mnie na rękach. Gdybym stała, to bym się chyba załamała jego tokiem myślenia. Naprawdę jeszcze wierzy w ten tekst, że oni nie wyjechali?
- Ha! Jednak jestem dobrym aktorem - wyszczerzył się jak głupi. Gdyby mógł, to spuchłby z dumy z siebie.
- Brak mi na Ciebie słów, wiesz? - zignorował mnie, zaczynając zupełnie inną gadkę.
- To które pomieszczenie? Chyba że pasuje Ci opcja ze stołem - poruszył zabawnie brwiami, a ja wzniosłam oczy w stronę sufitu. Jeszcze tego brakowało, żebym później musiała bulić za stół, który moglibyśmy, no na przykład, uszkodzić.
- Piętro, pierwsze drzwi po lewo - nic więcej nie było potrzebne. Momentalnie ruszył we wskazanym kierunku, a jego ruchy wyglądały tak, jakby nie miał problemu z przemieszczaniem się z dodatkowym balastem. W sumie jako sportowiec to nie powinno mnie to dziwić...
Po drodze złapałam jego biceps, lekko go ściskając.
- Mmm... - mruknęłam rozmarzona. Uwielbiałam, jak te mięśnie zaciskały się wkoło mojego ciała. Zaśmiał się, jedną z rąk otwierając drzwi, które z impetem odbiły się od ściany, a naszych uszu... Dobiegł czyjś głos wyrażający zaskoczenie. Spojrzeliśmy zaskoczeni między siebie, a później w miejsce źródła tego dźwięku... ...Momentalnie pożałowałam, ale na szczęście mój chłopak zebrał się szybciej i zasłonił mi oczy.
- A ten tu czego robi? - wyskoczył Weiser, który miał na sobie JEDYNIE... boże, to słowo nawet nie przejdzie mi to przez myśl.
- Ciebie nikt tu nie zapraszał - oznajmił Knežević całkiem spokojnie. To on jednak umie zachować pełną powagę? O boże, zaskakuje mnie coraz bardziej.
- A co, jak Nika sama mnie zaprosiła?
- Jeszcze tak na mózg mi nie siadło w przeciwieństwie do Ciebie - syknęłam.
- Mała, zluzuj trochę, bo Ci ciśnienie skoczy - Niemiec się zaśmiał.
- A Ty żebyś stąd zaraz nie wyskoczył jeszcze szybciej, jak się tu zjawiłeś.
Chciało mi się śmiać z żałosności tej sytuacji. Mitchell sprzed czterech lat nawet by nie pomyślał o czymś takim. Co takiego złego się z nim stało?
- Boże Święty! - krzyknęłam, gwałtownie się podnosząc. Na szczęście to sen! Aczkolwiek widok Mitcha w tych fikuśnych stringach będzie mnie prześladowań do końca życia.
Rozejrzałam się po pokoju, kiedy tylko usłyszałam czyjś jęk. Matko, zapomniałam, że nie jestem dziś sama.
- Na boga wyglądu jeszcze nie zmieniłem - mruknął rozespany Ivan, nawet nie otwierając oczu. - Ale miło, że myślisz o mnie w takich aspektach.
- Nie wiem, co jest gorsze–Twoje ego, czy Mitchell w stringach z mojego snu - osunęłam się na poduszki, po czym zdzieliłam się w czoło. Czemu mężczyźni są takimi idiotami? I czemu ja TO powiedziałam na głos?
- Idź spać, a... CZEKAJ, CO - gwałtownie się podniósł. Wymacałam ręką lampkę, którą włączyłam. Wpatrywał się we mnie z szeroko rozwartymi oczami i buzią. Chyba Zaszokowały go moje słowa.
- No śniła mi się napalona wersja Ciebie, a jak wchodziliśmy do sypialni, to był tam Mitch... Widziałam go w tym śnie może ze dwie sekundy, ale ten widok...
- Twoja podświadomość jest chora, wiesz? - powiedział, kiedy tylko się zebrał do kupy.
- Nie bardziej, jak Ty - odpłaciłam mu pięknym za nadobne, podnosząc się, aby go pocałować. - Ale i tak mnie kochasz.
- Mam wybór? - zarechał, a ja pachnęłam go w tył głowy.
życzę Wam takich snów XD szczególnie Majce, aby Mitch w tym przebraniu ją nawiedził XD
Manchmal wünsch' ich, du wärst hier - zapraszam na ff z Ivim, które ruszy już niedługo! :)

❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńUwielbiam ten rozdział, haha :D
OdpowiedzUsuńNiesamowity i zabawny <3
Czekam ;*
Matko, takiego banana mam na twarzy że OMG XDD Jeszcze sobie kilka razy przeczytam xD
OdpowiedzUsuńRozdział genialny, a ten sen niesamowity XD
Czekam na kolejny! :*
jezu, ten sen hahah <3 czytam po raz kolejny i dalej sie usmiecham XD
OdpowiedzUsuńczekam nn <3