środa, 19 października 2016

vierzehn

Tak naprawdę nic nie było dobrze.
Zostawiłam Mii lakoniczną wiadomość, że wyjechałam i ma się nie martwić. No ale jak to ona, telefon dzwonił non stop, a ja... Nie odbierałam. Powinna się domyśleć, dlaczego opuściłam Stuttgart. Sama jest temu winna. Kto mądry próbuje na siłę wmusić w kimś innym związek?
Siedziałam, pijąc tę durną herbatkę, gapiłam się w ścianę, myśląc, co mogę zrobić. Bałam się, że zerwę moje postanowienie. Już odczuwałam jego brak, chyba... Chyba za nim tęskniłam. Za samą jego osobą, tym, że traktuje mnie tak.. tak wyjątkowo. Przynajmniej mam takie wrażenie. Brakowało mi dźwięku jego głosu, uścisku jego ramion... Po prostu jego całego.
Cholera. Chyba się w to wpakowałam.
- Nisia, córciu - szepnęła mama, dotykając mojego ramienia. Drgnęłam, wracając do świata żywych, z dala od niego. - Dzwoniła do mnie Mia. Dlaczego nie odbierasz od niej telefonów?
- Ona sama dobrze wie o tym, dlaczego to robię.
- Ale ja nie wiem - spojrzała na mnie wymownie, a ja ciężko westchnęłam. Nie, mamo, nie mogę.
- Nie zrozumiesz tego, w co mnie wpakowała.
Siedziałyśmy dłuższą chwilę w ciszy. Próbowałam nie myśleć o niczym, ale... Z marnym skutkiem. Znów zawędrowałam w stronę Norymbergi.
Mój telefon znów zawibrował, oznaczając nadejście kolejnej wiadomości. Od niego.
Ivan: Jeśli to będzie dla Ciebie najlepsze, usunę się w cień
- Nie jesteś z Ivanem, prawda? - podjęła wątek, kiedy ja walczyłam z zbliżającym się potokiem łez.
Z jednej strony chciało mi się śmiać, że tak łatwo uwierzyła w to, co wtedy mówił. W sumie... Też bym na jej miejscu uwierzyła. To, co robił pokazywało przecież, że tak jest. Ale z drugiej... Przecież nawet nie byliśmy. Co mogło to dla niego znaczyć? W ogóle cokolwiek znaczyło? Przecież słowa nie mają dziś znaczenia.
Podniosłam się z kanapy i poszłam do kuchni, aby w spokoju spróbować odpisać na tę piekielną wiadomość. Co on sobie myślał, tak pisząc? Usunąć się w cień? Zniknąć z mojego życia? Chyba oszalał!
ja: Chyba Cię pan bóg opuścił - próbowałam wcisnąć w tę wiadomość tyle złości, ile się dało.
Byłam zła, nawet wściekła, co w połączeniu z chęcią rozbeczenia się jak małe dziecko dawało niezłą mieszankę wybuchową. Nie mógł mi tego zrobić. Po prostu nie mógł.
Ivan: Chcę dla Ciebie jak najlepiej.
ja: Nie będzie dobrze jak teraz znikniesz z mojego życia.
- Nigdy nie byliśmy - szepnęłam, kiedy usłyszałam kroki rodzicielki. - To wszystko sprawka Mii.
Nie wiem, co spowodowało, że momentalnie czułam jak jej ramiona przyciągają mnie do siebie. Czy mój płaczliwy ton, czy tragiczny wygląd zewnętrzny, symbolizujący, że jest ze mną naprawdę tragicznie? Ale sama jestem sobie winna.
Sama pozwoliłam na to, aby robił to wszystko. Sprawiało to przyjemność nie tylko mi, jemu także, prawda?
- Na pewno miała dobre intencje... - możliwe, że tak. Ale teraz? W dodatku na tę odległość? Wie, jak to ciężko, więc po cholerę chciała mnie w to zapakować?
- Możemy o tym nie mówić? - zignorowałam wibrowania w telefonie. - Przyjechałam tu do Ciebie, a nie po to, żeby się przejmować mną.
- Ale jesteś moim dzieckiem, zawsze będę się Tobą przejmować.

- Hej, kaleko - przytuliłam brata na powitanie. Do rodzinnego obiadu brakowało jeszcze Ute, ale ona nie mogła, była teraz w Szwajcarii na jakimś zjeździe.
- Hej, maluchu - cmoknął mnie w głowę, po czym przeszedł do środka,
Natascha przyglądała mi się uważnie, czuła, że jest coś nie tak. No ale oczywiście mój niedomyślny braciszek nic nie zauważył. W sumie to dobrze...
- Co już schrzaniłaś? - szepnęła mi na ucho, a mnie ścisnęło w żołądku.
- Chyba wszystko... Porozmawiamy o tym na spokojnie później, hm? - pokiwała mi głową, a ja powoli ją puściłam, abyśmy swobodnie mogły wejść do środka, gdzie wszystko już było prawie gotowe.
Obiad minął dość spokojnie, głównie to nasz rodzynek próbował podtrzymać rozmowę. Niemrawo grzebałam w talerzu, co jakiś czas coś skubiąc, żeby nie było, że olewam obiadki u mamy. Telefon co jakiś czas zamieniał się na chwilę w wibrator, a z każdą kolejną taką porcją coraz trudniej było mi się wstrzymywać przed okazaniem emocji.
Chciałabym, żeby było tak, jak w moim śnie - żeby wszystko samo się rozwiązało. Ale życie nie jest snem i muszę przez to przejść, prawda?
Gdy wszyscy siedzieli przy kawie, udałam się do kuchni, aby odczytać ten cały spam, jaki narósł przez ostatnie minuty. Nie zdążyłam nawet sprawdzić ilości powiadomień, kiedy telefon przekazał mi wiadomość od nadchodzącym połączeniu. Dzwonił.
- Halo? - szepnęłam, odbierając połączenie. Nic nie mówił przez dłuższą chwilę, co wykorzystałam, wychodząc na zewnątrz. Lepiej, aby nikt tego nie słyszał.
Zawędrowałam na tyły domu.
- Ivan, powiedz coś, proszę - mój głos stał się jeszcze bardziej płaczliwy. A ten milczał... - Nie ignoruj mnie, proszę...
~ Widzisz, jak to jest być ignorowanym? ~ słyszałam w jego głosie ból, z jednoczesnym smutkiem i nutą złości. To takie połączenie istnieje?
- Nie ma mnie w domu i nie mogę swobodnie konwersować.
~ Wiem, że Cię nie ma, wiem też dlaczego tam jesteś.
- To nie jest spowodowane Twoją osobą, Ivan. Miałam już w planach po ostatnim egzaminie wyjechać - próbowałam ze wszystkich sił sprawić, aby zabrzmiało to wystarczająco przekonująco. Cóż, pewnie z marnym skutkiem..
~ W planach mieliśmy uczcić Twoje egzaminy, nieprawdaż? ~ zasępiłam się. Pisał mi tak, ale... Ale życie jak zawsze ma w innych planach.
- Uhh... Nieoficjalnie tak było - westchnął ciężko.
~ Nie oszukuj samej siebie, Domi. Działasz tym na szkodę nie tylko sobie...
- Przepraszam... - mój głos zrobił się piskliwy, w oczach zjawiły się łzy... Z każdą chwilą jest coraz gorzej...
Znów milczał dłużej.
- Ivan? - usłyszałam cichy pomruk, czyli się jeszcze nie rozłączył. - Czemu nie przestajesz pomimo tego, jaka jestem?
~ Miłość nie wybiera, słońce ~ teraz to ja zamilkłam. Miłość?.. Serce raptownie mi przyspieszyło, a na twarzy pojawił się grymas niedowierzania.
- Miłość? - powtórzyłam, kiedy przypomniałam sobie o czymś takim jak język. On nie żartuje, prawda?
~ Tak, dokładnie to ~ ja wiem, że rozmowa o uczuciach przez telefon nie jest za dobrą sprawą, ale... Ale nie może to czekać.
- Nie kłamiesz, prawda?
~ Nigdy w życiu bym Ci tego nie zrobił ~ nie mogłam uwierzyć własnym uszom! A ten zaśmiał się zdawkowo, słysząc ciszę po mojej stronie.
~ Muszę kończyć.. ~ słyszałam niechęć w jego głosie. ~ Spróbuj mnie nie ignorować, dobrze?
- Postaram się.. - nie chciałam kończyć tej rozmowy... Ale z drugiej strony nie potrafiłam wykrztusić z siebie niczego sensownego.
~ Do usłyszenia, Misia. Porozmawiamy o tym wszystkim w cztery oczy ~ zakończył połączenie.
Czułam się w tym momencie... Szczęśliwa. Jak mało kto.



nie umiałam się za długo tu nad nim pastwić, hehe. zrobię to gdzie indziej😏😏

6 komentarzy:

  1. No i dobrze, że się nie pastwisz nad nim. Ahh niech teraz się spotkają i niech ich miłość kwitnie! Czekam na kolejny, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeeeny ❤❤❤
    Kocham to❤ kocham to❤ koooocham ❤❤❤❤
    Cudowne ❤❤❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ja też często ignoruje, mam coś wspólnego z Domi xd
    kurde to są takie słodziaki, ja ich uwielbiam
    doskonale też rozumiem tęsknote za ukochanym, miałam/mam podobnie
    czekam co dalej wymyślisz
    weny i do nastepnego :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabraniam Ci się nad nim pastwić droga Dominiko. :D
    Ta tęsknota między nimi jest taka słodka i urocza *o* Oh! Chcę już kolejny rozdział! <3
    Czekam kochana!
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak oni za sobą tęsknią *.*
    To teraz niech się nie ignorują i będzie pięknie :p
    Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej, tęsknota generalnie powinna być smutna a u Ciebie jest to tak opisane, że się rozpływam!♥
    Niech się tylko teraz spotkają, czekam na to bardzo..:D
    czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń