W końcu nadszedł dzień powrotu mojego brata z urlopu, wszystko zaczęło wracać do rzeczywistej rzeczywistości. Mitchell bardzo mocno wziął sobie słowa Ivana do serca, bowiem od tej „rozmowy” na korytarzu nie mamy żadnego, absolutnie żadnego, kontaktu. To w sumie dobrze, co nie? Przynajmniej spokojnie spędziłam ten czas, jaki mi tu pozostał.
Przez te dni tyle się działo... Między innymi zawitałam na boiska ligi regionalnej, w której grywa ten mały zazdrośnik. Niestety nie zabawiłam się w te typowe WaG, które na mecz swoich ukochanych przychodzą w ich trykotach – gdybym przywdziała meczową koszulkę Ivana, to w tej części Monachium, gdzie żyje i gra mój brat, zostałabym zniszczona.
Przygotowywałam właśnie obiad, pewnie po dwóch tygodniach życia na tamtejszej kuchnie brakuje im typowo bawarskich przysmaków. Ivan po nich pojechał, a ja bawiłam się w kucharza i kończyłam przygotowywać pieczeń wieprzową z knedlem. Co z tego, że to takie nietypowe dla piłkarza – jestem przekonana, że żaden z moich graczy nie odmówi.
Kończyłam przygotowywać stół, kiedy usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Pognałam do kuchni, aby jeszcze się z nimi nie widzieć. Oparłam się o szafkę, do rąk biorąc wysoką szklankę z sokiem z lodem. Odetchnęłam głębiej, zdejmując fartuszek – o tak, chciałam się zabawić w panią od gotowania.
- Pasował Ci - mruknął ze śmiechem Kneza, zbliżając się do mnie. Jego dłonie zacisnęły się wkoło moich. - Ah, jeszcze jedno: od rozbierania masz mnie - dodał, przejmując ode mnie sznurek, jaki miałam obwiązany w pasie, aby fartuszek ze mnie nie zleciał.
Wywróciłam oczami, swoimi wargami muskając jego. Tyle czasu całuję te usta i nadal się nie przyzwyczaiłam do tego, że są moje. I jak cudownie smakują.
- Twój brat myślał, że zamiast mnie spotka Mitcha - zaśmiał się, a ja zesztywniałam. - Szkoda, że nie mogłem zrobić mu zdjęcia, jak tylko mnie zobaczył... Ta mina zasługuje na nagrodę „Najbardziej memicznej twarzy roku”.
- Ivan... - ale że on tak lekko i bez niczego mówi o tym, że mój brat go nie dzierży? Nie ucieka jeszcze w popłochu?
- Coś się stało, słońce?
- I Ty nadal tu jesteś? - wykrztusiłam z siebie.
- A czemu miałoby mnie nie być? - spytał podejrzliwie.
- Holger...
- Ty się jeszcze nim przejmujesz? To Ciebie kocham, nie jego. To z Tobą jestem, nie z nim. On ma Nataschę, jest szczęśliwy. Ty masz mnie i jesteś szczęśliwa, prawda?
- Chyba nie da się być bardziej szczęśliwym ode mnie teraz...
- No właśnie - wtrącił, gładząc mnie po policzku.
- Ale każdy poprzedni...
- Nie jestem nimi. Najwyraźniej okazali się zbyt wielkimi pizdami - musnął moją szyję, mocniej mnie przytulając.
Siedzieliśmy w czwórkę przy stole. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało na bardzo rodzinny obiad: Natascha opowiadała, jak to było na wyspie, ale... Będę szczera. Nie słuchałam tego. Obserwowałam mojego brata, który nachylał się nad talerzem i udawał, że je. Tak naprawdę to mierzył siedzącego tuż obok mnie Chorwata, który sprawiał wrażenie, jakby nic go nie obchodziło. W sumie tak było – miał jedzenie, nic innego się dla niego w tej chwili nie liczyło.Ale... Ivan zaskoczył mnie tymi słowami. Czuje do mnie coś tak mocnego, że nawet mój brat nie stanie mu naprzeciw? To takie...niepodobne. Moje szczęście zazwyczaj było sprawą ulotną, trwało do kilkunastu dni, a teraz? Jest to kilkanaście...tygodni. Nawet nie wiem, kiedy i jak to zleciało...
- Jestem w ciąży! - krzyknęła pani Badstuber, a jej mąż niemal się nie zakrztusił jedzonym przez siebie kawałkiem mięsa. Oderwałam wzrok od Holgera, a Ivan od talerza, przenosząc go na Nat. - Chociaż to usłyszeliście - mruknęła obrażona.
- Nie jesteś w ciąży, prawda? - powiedział mój brat z nutką nadziei w głosie. Mój brat w roli tatusia? Chociaż może wtedy dałby mi spokój? Do tej pory w jego mniemaniu to ja byłam dzieckiem, które wymagało opieki. Może po pojawieniu się jego własnego potomka tenże stan rzeczy uległby zmianie?
- Te korki dla naszego synka jeszcze trochę muszą poleżeć w szafie - poklepała jego dłoń, uśmiechając się blado. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- Ale wracając: moglibyście chociaż udawać, że mnie słuchacie, a nie. Ty - powiedziała do męża - na Ivana patrzysz się tak, jakby zabił przynajmniej połowę populacji. A Donia patrzy się na Ciebie, zastanawiając się, czy nie masz jednak pozwolenia na broń.
- Nieprawda! - zaprotestowaliśmy, a Niemka nas zignorowała.
- Jedyny Ivan, który udaje, że mnie słucha i nie patrzy na nikogo wzrokiem pełnym niechęci. Byście brali z niego przykład, a nie - Kneza uśmiechnął się dumnie, po chwili znów wracając do jedzenia. - Zachowujecie się jak dzieci, wiecie?
Bratowa miała rację. Najświętszą rację. Ale co mam zrobić, skoro wiem, do czego mój brat jest zdolny?
Z jednej strony chciałabym być taka jak Ivan w tej kwestii – ma to wszystko gdzieś i robi to, co dla niego jest słuszne i to, na czym mu zależy. Jest ze mną i przy mnie, pomimo wszystko. Czyżbym jednak znalazła tego jedynego?
Zerknęłam na niego. Przeżuwał kolejny kawałek posiłku, a jego oczy wpatrywały się we mnie. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, jego twarz przyozdobił szeroki uśmiech. Zaśmiałam się cicho, widząc go w takim stanie. Był sobą. Tym sobą, którego tak potwornie kocham.
Przetarł buzię i nachylił się, składając na moich ustach szybkiego buziaka.
- Ja tu jem - jęknął mój brat, a ja się zaśmiałam. Ivan zaś wzniósł oczy ku niebu.
